"MCR saved my life"

Dyskusja o zespole.

Moderatorzy: Administratorzy, Starszy moderator, Moderatorzy

"MCR saved my life"

Postprzez 4011bananas » 20 lip 2010, o 15:20

Wiem, że są tu tacy, którzy po prostu słuchają My Chem, ale i tacy, którzy potrafią powiedzieć, że MCR uratowało im życie. Niedawno pewna dziewczyna opublikowała to na blogu na mychemicalromance.com . Ja to tylko przetłumaczyłam:

"Są wszędzie. Widzisz ich w szkole, w centrum handlowym, gdziekolwiek pójdziesz. Ale czy kiedykolwiek zatrzymałeś się i zastanowiłeś się nad tym, dlaczego ubierają się na czarno, dlaczego są tak śmiertelnie bladzi?
Goci. Świry. Emo. Wyszydzamy ich wyzwiskami, które są okrutne i bez uczuć. Które nie dotyczą nas. A to nie znaczy, że jesteśmy lepsi. Wyzywamy ludzi, którzy znaleźli schronienie w sobie. Schronienie od bólu, który sami im zadajemy.

To nie są tylko ci, którzy cierpią. Nie tylko ci, których widzimy na zewnątrz i którzy nic dla nas nie znaczą. To liczni ci, którzy wyglądają normalnie, tak jak twoi znajomi. Nigdy nie zauważyłeś cichej dziewczyny siedzącej w kącie, która nigdy do nikogo się nie odzywa. Nigdy nie widzisz chłopaka, który nosi tylko bluzy, by zakryć blizny. Blizny spowodowane naszymi wyszydzeniami.
Nigdy ich nie widzisz, bo nie wyglądają inaczej. Są zbyt przestraszeni by wyglądać inaczej. Przestraszeni bycia tymi, kim na prawdę są. Cierpią. Płaczą. Niektórzy z nich się tną. Nie możesz o tym powiedzieć, bo nie skupiasz na nich uwagi. Wmieszają się w otoczenie, cicho przyjmując straty.

Ktoś zdecydował się wysłuchać. Ktoś stanął w obronie dzieciaków, które były niezauważone. Dzieciaków, które był zbyt przestraszone by zmienić swój wygląd. Ktoś ich zauważył. Ktoś był na tyle odważny, by pomóc im zmienić styl muzyki. Tym kimś był Gerard Way. Zebrał swoich przyjaciół, by pomóc im uciec od ich obaw. Udręki znalazły schronienie i były ocalone. Muzyka dała głos tym, którzy byli przerażeni, by mówić za siebie. Ale my tego nie lubimy. Nie, zamiast tego wybieramy wystawianie ich i ich wybawców na pośmiewisko. Z jakiego powodu?
Bo są inni. A my nie lubimy, kiedy coś jest inne.

Czy to opisuje ciebie? Czy jesteś jednym z tych ludzi, którzy mogliby to głośno przeczytać i powiedzieć, że to dotyczy ich? Jeśli tak, zapytam cię o jedną rzecz.
Zatrzymaj się i posłuchaj. Posłuchaj muzyki, która ich uratowała. Zrozum, jak to jest naprawdę. Zatrzymaj wyśmiewanie, które sprawia, że tak desperacko chcą umrzeć.
A może, tak po prostu, My Chemical Romance uratuje ciebie od siebie samego..."


Co o tym myślicie?
4011bananas
 

Re: "MCR saved my life"

Postprzez ola_94 » 20 lip 2010, o 17:51

Temat ten po części zahacza o temat emo. Ja powiem tak-emo kiedyś, a emo dzisiaj to dwie różne sprawy. Kiedyś MCR było emo podobnie jak większość zespołów, które powstały w podobnym czasie. Ludzie emo to właśnie ci z tego opisu. Nie co inni, ubrani na czarno, jednak "szaraczki" i żadne cudaki. Emo teraz to kogucie, kolorowe fryzury, tapety i markowe ubrania. Tak samo piosenki MCR mają teraz zupełnie inny sens. Kiedyś wyglądało to tak idzie sobie MCR i ciągnie za sobą grupę nieszczęśliwych, "czarnych" nastolatków. MCR dalej idą, ale gdzieś po drodze znikła ta grupa nastolatków. Po za tym kiedyś cały zespół był taki jak my, a teraz sprawiają wrażenie patrzących z góry i mówiących:"Wiemy co czujesz".
Podsumowując-"MCR saved my life" miało sens kiedyś. Teraz mam wrażenie jakby wszystkie wartości jakie ze sobą nieśli zgubiły się po drodze.
ola_94
 

Re: "MCR saved my life"

Postprzez jenny » 3 lip 2012, o 19:29

Słyszy się o takich historiach przy okazji innych zespołów, ale jednak najbardziej dotyczy to Chemików. Ja dopiero sobie zdałam sprawę z tej potężnej mocy jaką mają MCR, kiedy czytałam komentarze pod Na Na Na na tekstowo. Jakaś dziewczyna opisała swoją nieciekawa sytuację w domu i dała link do tego filmiku: http://www.youtube.com/watch?v=b8ODZm6WfTo. Naprawdę, obejrzyjcie i zobaczcie, jaką siłę mają słowa Gerarda i muzyka MCR. Ja, osobiście nie zaczęłam słuchać MCR, kiedy nie byłam pogrążona w depresji, której nigdy nie miałam. Sądzę, że zespół stanowi prawdziwą inspiarację dla wielu osób. Moze i nie uratowali mi życia, ale dzięki nim zyję lepiej, bo staram się jak najlepiej wykorzystać dany nam czas.
Avatar użytkownika
jenny
 
Posty: 65
Dołączył(a): 3 lip 2012, o 18:24

Re: "MCR saved my life"

Postprzez Darsa ;*** » 4 lip 2012, o 07:42

ola_94, Po części zgadam się z twoją wypowiedzią i po części nie. Fakt, emo kiedyś i emo teraz to dwie całkiem inne rzeczy, dwa różne światy. Pokazuje to tylko jak bardzo człowiek potrafi niszczyć. Dzisiaj emo dla społeczności to tylko osoby które się tną i ubierają się na czarno, albo kolorowo i drogo. Zapomina się o tym, że przecież jest to także muzyka, styl bycia, przekazywanie uczuć przez swoje czyny czy też zachowania.

Zawsze byłam postrzegana jako człowiek reprezentujący tę subkulturę, jednakże nigdy do niej nie najeżałam. Jestem wolnym duchem i żyje w przekonaniu, że mam wszystko gdzieś i teraz wszyscy również tak sądzą. Kiedyś było inaczej. W odniesieniu do mnie "MCR saved my life" jest jak najbardziej trafnym stwierdzeniem. Należę do osób, które stanęłyby na środku rynku w centrum swojego miasta i to wręcz wykrzyczały. Wiem, jak to jest być wyzywanym, wyśmiewanym, poniżanym, nieakceptowanym. Może to się wydaje śmieszne, bo w końcu mam tylko 15 lat, ale zapewniam, że przeszłam wiele mimo mojego wieku. W podstawówce byłam gnębiona. Wynikało to może również z mojego niezdecydowania, uległości i nie przeczę, że również ze słabości psychicznej. Pewnego pięknego dnia, dostałam w prezencie 'Three Cheers For Sweet Revenge'. Mam ogromny sentyment do tej płyty jak i ogółem do 3 pierwszych. Tak zaczęła się nie tylko moja przygoda z MCR tudzież muzyką rockową, ale też nowa ścieżka w życiu, którą podążyłam. Nie raz zdarzało się, że jak wracałam do domu, to płakałam, bo wszystko co usłyszałam, niesamowicie mnie bolało. W szóstej klasie nauczyłam sobie radzić z pewnymi rzeczami, uodparniać na szykany i poniżenia ze strony rówieśników. Znalazłam swój styl, w którym czuję się dobrze. Znalazłam muzykę, którą kocham nad życie. Znalazłam zagubioną część siebie, która po latach postanowiła wrócić na miejsce. Ubieram się na czarno i nie zamierzam tego zmieniać. Tak jak byłam w podstawówce gnębiona, tak w gimnazjum mam dwie dobre koleżanki i na ogół ludzie do mnie chyba nic nie mają, albo po prostu zatrzymują pewne rzeczy dla siebie. Czasem się zdarzy, że usłyszę za plecami 'emo!', albo ktoś mnie obgaduje. Teraz jednak nie ma to najmniejszego znaczenia. Dzięki MCR wiem, że nie idę przez życie sama, nauczyłam się dostrzegać we wszystkim piękno i inaczej postrzegać świat. Jak minę na korytarzu kogoś, z kim wcześniej uczęszczałam do szkoły czy klasy, patrzę wyzywająco i przekazuję wzrokiem : "Łyso ci teraz?". Z MCR znalazłam szczęście, którego wcześniej nie miałam w posiadaniu. Tak więc : "MCR saved my life". ;)
Sometimes I think I'll die alone, live and breathe and die alone...
Avatar użytkownika
Darsa ;***
 
Posty: 243
Dołączył(a): 9 kwi 2012, o 15:49
Lokalizacja: Gdańsk

Re: "MCR saved my life"

Postprzez GloriaMCR » 5 lip 2012, o 19:57

Myślę, że najwięcej przykrości spotkało nas w szkole. Ja zawsze byłam odtrącona i gdzieś z boku, nawet wtedy kiedy nie słuchałam rock' a i byłam mała, szarą dziewczynką. W podstawówce gnębiła mnie moja własna kuzynka, ale obydwie już kompletnie o tym zapomniałyśmy. Nie mam do niej żalu, bo miałyśmy wtedy chyba z 9 lat i byłyśmy głupiutkie. W gimnazjum nie raz słyszałam, że jestem emo, czarna, lesbijka i inne tego typu wyzwiska. Nigdy nie podpisywałam się pod żadną subkulturę, no może jak miałam jakieś 13 lat, to jarałam się emo i tego typu rzeczami.
Dzięki MCR zrozumiałam kim jestem. Odnalazłam siebie. Zawsze byłam przygnębionym dzieckiem, które siedziało gdzieś w koncie i żyło w swoim własnym świecie, dlatego teraz czuję, że muzyka rock' owa i oni byli mi po prostu pisani. Wiem, że zawsze przy mnie są, chociaż mnie nie znają i nie wiedzą, że jest ktoś taki jak ja i nie wyobraża sobie bez nich życia. Oni po prostu są w moim sercu w chwilach smutki i radości. Po prostu zawsze.
Nigdy nie próbowałam się zabić, chociaż często sięgałam po żyletkę i nadal sięgam, ale MCR uratowali moje JA. Wiem kim jestem i znam swoją wartość, a to wszystko dzięki nim.
Billie Joe: Jak zdejmowałem spodnie to nie miałem zamiaru chwalić się wszystkim jakiego mam wielkiego, bo takiego nie mam. Zdjęcie jest stare.
Mike: Od tego czasu ci urósł!
Avatar użytkownika
GloriaMCR
 
Posty: 80
Dołączył(a): 20 gru 2010, o 19:54

Re: "MCR saved my life"

Postprzez SweetsInBlood » 2 sty 2013, o 10:29

Cóż, fragment bloga tej dziewczyny mówi prawdę. Przedstawia pewien fakt w dość racjonalny sposób, z którym się zgadzam.
Chciałbym tylko napisać, ze denerwują mnie niektóre pseudo-fanki, które na różnych stronach wypisują, że MCR je uratowali, czy coś w tym stylu, a tak naprawdę tylko lubią na nich sobie popatrzeć.
Tu ktoś napisał, że emo kiedyś, a emo dzisiaj to dwa inne światy. To także prawda i chciałbym to mocno podkreślić.
But where's your heart?
Avatar użytkownika
SweetsInBlood
 
Posty: 28
Dołączył(a): 1 sty 2013, o 11:48
Lokalizacja: Wrocław

Re: "MCR saved my life"

Postprzez annie » 12 sty 2013, o 17:49

4011bananas napisał(a):Wiem, że są tu tacy, którzy po prostu słuchają My Chem, ale i tacy, którzy potrafią powiedzieć, że MCR uratowało im życie. Niedawno pewna dziewczyna opublikowała to na blogu na mychemicalromance.com . Ja to tylko przetłumaczyłam:

"Są wszędzie. Widzisz ich w szkole, w centrum handlowym, gdziekolwiek pójdziesz. Ale czy kiedykolwiek zatrzymałeś się i zastanowiłeś się nad tym, dlaczego ubierają się na czarno, dlaczego są tak śmiertelnie bladzi?
Goci. Świry. Emo. Wyszydzamy ich wyzwiskami, które są okrutne i bez uczuć. Które nie dotyczą nas. A to nie znaczy, że jesteśmy lepsi. Wyzywamy ludzi, którzy znaleźli schronienie w sobie. Schronienie od bólu, który sami im zadajemy.

To nie są tylko ci, którzy cierpią. Nie tylko ci, których widzimy na zewnątrz i którzy nic dla nas nie znaczą. To liczni ci, którzy wyglądają normalnie, tak jak twoi znajomi. Nigdy nie zauważyłeś cichej dziewczyny siedzącej w kącie, która nigdy do nikogo się nie odzywa. Nigdy nie widzisz chłopaka, który nosi tylko bluzy, by zakryć blizny. Blizny spowodowane naszymi wyszydzeniami.
Nigdy ich nie widzisz, bo nie wyglądają inaczej. Są zbyt przestraszeni by wyglądać inaczej. Przestraszeni bycia tymi, kim na prawdę są. Cierpią. Płaczą. Niektórzy z nich się tną. Nie możesz o tym powiedzieć, bo nie skupiasz na nich uwagi. Wmieszają się w otoczenie, cicho przyjmując straty.

Ktoś zdecydował się wysłuchać. Ktoś stanął w obronie dzieciaków, które były niezauważone. Dzieciaków, które był zbyt przestraszone by zmienić swój wygląd. Ktoś ich zauważył. Ktoś był na tyle odważny, by pomóc im zmienić styl muzyki. Tym kimś był Gerard Way. Zebrał swoich przyjaciół, by pomóc im uciec od ich obaw. Udręki znalazły schronienie i były ocalone. Muzyka dała głos tym, którzy byli przerażeni, by mówić za siebie. Ale my tego nie lubimy. Nie, zamiast tego wybieramy wystawianie ich i ich wybawców na pośmiewisko. Z jakiego powodu?
Bo są inni. A my nie lubimy, kiedy coś jest inne.

Czy to opisuje ciebie? Czy jesteś jednym z tych ludzi, którzy mogliby to głośno przeczytać i powiedzieć, że to dotyczy ich? Jeśli tak, zapytam cię o jedną rzecz.
Zatrzymaj się i posłuchaj. Posłuchaj muzyki, która ich uratowała. Zrozum, jak to jest naprawdę. Zatrzymaj wyśmiewanie, które sprawia, że tak desperacko chcą umrzeć.
A może, tak po prostu, My Chemical Romance uratuje ciebie od siebie samego..."


Co o tym myślicie?




Te słowa są takie piękne u tak prawdziwe, że nikt nie mógł lepiej tego wyrazić *_*
You will always be in my heart. Thank you!
Avatar użytkownika
annie
 
Posty: 31
Dołączył(a): 12 sty 2013, o 17:37
Lokalizacja: Warszawa

Re: "MCR saved my life"

Postprzez Larva » 8 kwi 2013, o 16:57

Widzę ilu osobom oni już pomogli ... ale pomogli również mnie. Był czas kiedy myślałam, że straciłam wszystko. Nie widziałam sensu we wstawaniu rano, miałam myśli samobójcze, dużo płakałam ... Wszystko było w stanie złamać mnie psychicznie. Był czas kiedy przez to wszystko opuściłam się w nauce.. przestałam chodzić do szkoły, depresja była tak silna, że nie byłam w stanie nic robić.
Wtedy ktoś (wtedy mega ważna dla mnie osoba) wysłała mi piosenkę I'm not Okay ... za jakiś czas wysłano mi helene. Zaczęłam myśleć nad tym co śpiewają, zaczęłam szukać więcej piosenek, zaczynałam dzięki nim rozumieć, że złamane serce to nie koniec świata, że to nie świat się zatrzymał tylko ja, zrozumiałam dzięki My Chemical Romance, że nie mogę stać w miejscu, muszę zacząć żyć.

Gdyby nie oni nie jestem pewna czy byłabym dzisiaj tutaj, nie wiem czy gdyby nie oni ... nie wiem czy bez nich udałoby mi się z tym wygrać. Bardzo im dziękuje.
Gerard, Frank, Mikey and Ray. Thank you for saving us for being there when we had no one else for believing in us, thank you for never giving up for saying how being depressed....
Avatar użytkownika
Larva
 
Posty: 18
Dołączył(a): 22 lis 2012, o 19:01

Re: "MCR saved my life"

Postprzez nika-mcr » 14 kwi 2013, o 15:30

Jak zaczęłam ich słuchać, to jeszcze nie miałam jakiegoś załamania psychicznego, bo byłam dziewięciolatką. Wszystko się posypało, jak weszłam do gimnazjum.. Na początku było nawet spoko, wiadomo - wycieczki integracyjne, spotkania i tym podobne, dopiero z biegiem czasu zaczęłam mieć poważny problem, a raczej ludzie, z którymi miałam do czynienia. Przez ich zaczepki, wyzwiska, chamskie zachowania traciłam zaufanie do ludzi.. Byłam cicha, z nikim praktycznie nie rozmawiałam i czułam, że coś we mnie pęka. Nie było dnia, żebym nie myślała o samobójstwie (bywały również próby, ale okazałam się zbyt słaba, aby to zrobić), po prostu Ci ludzie niszczyli mnie z dnia na dzień. Wtedy usiadłam w kącie, założyłam słuchawki i zamknęłam się w swoim indywidualnym świecie. Słuchając My Chemical Romace zrozumiałam, że w tej muzyce tkwi coś więcej, niż tylko słowa, to jest coś magicznego, coś niezwykłego. Dzięki zagłębieniu się w ich muzyce odzyskałam pewność siebie i mogę śmiało powiedzieć, że MCR uratowało mi życie. Gdyby nie oni, pewnie nie byłoby mnie tutaj.. Jestem pewna, że żaden człowiek nie dałby mi tego, co dali mi Oni. I za to właśnie ich kocham. dziękuję za wszystko.
"Be yourself, don't take anyone's shit, and never let them take you alive."
Avatar użytkownika
nika-mcr
 
Posty: 40
Dołączył(a): 1 kwi 2013, o 12:10
Lokalizacja: Ostrów Wielkopolski

Re: "MCR saved my life"

Postprzez Lozanna » 14 kwi 2013, o 19:56

Dziewczyna która to napisała wzruszyła mnie. Lepiej bym tak tego nie ujęła, moje skryte myśli są zawiłe i nie sprostałabym temu... My Chemical Romance pomogło i będzie pomagać wielu osobą. Uratowało wiele osób, zagubionych wciąż szukających oparcia. Czytając myślałam o osobie odrzuconej jak o sobie... Byłam pogrążona w głębokiej depresji. Jestem szalenie wdzięczna zespołowi wybawili mnie. Choć z bólem teraz jest żyć :'(, jednakże na zawsze pozostaną z nami. Oswobodzili nas i przejęliśmy wszyscy razem kontrole nad rzeczywistością. Bezcenne.Tysiące myśli nasuwają mi się w głowie, ale każdy z nas ma swoja historię , która prowadzi do MY CHEMICAL ROMANCE. Chłopaki nieźle zakręcili w głowie. Wprowadzili rewolucje jakiej nigdy nie było. <3
,,The world is ugly but you beautiful to me "
Avatar użytkownika
Lozanna
 
Posty: 20
Dołączył(a): 20 sty 2013, o 13:32

Re: "MCR saved my life"

Postprzez DangerUnicorn » 23 maja 2013, o 19:40

My Chemical Romance zaczęłam słuchać kiedy jeszcze byłam w stanie "stabilnym". Dopiero po jakimś czasie moje życie wywróciło się "do góry nogami". Nie widziałam sensu w niczym, w spotykaniu się ze znajomymi, w chodzeniu do szkoły, we wstawaniu, czy choćby w życiu. Wtedy bardzo odsunęłam się od bliskich i przyjaciół. Całymi nocami płakałam, i myślałam nad tym jakie to życie jest okropne, aż w końcu sięgnęłam po żyletkę. Cięcie się przerodziło się w nałóg, i z byle jakiego problemu raniłam swoje ciało...Niestety nie miałam się komu wygadać, więc tłumiłam wszystko w sobie. Były takie momenty gdy byłam krok od popełnienia samobójstwa, jednak byłam zbyt słaba, i za bardzo zależało mi na bliskich aby to zrobić. Po pewnym czasie wróciłam do MCR, dzięki tekstom ich piosenek zrozumiałam, że życie nie zawsze jest piękne, ale trzeba żyć dalej. Po woli zaczęli wyciągać mnie z dołka, aż w końcu byłam na tyle silna, że zaczęłam pomagać innym, którzy są w podobnej sytuacji jak ja jeszcze nie dawno. Należę do tych osób, które mogą śmiało powiedzieć, że MCR uratowało mi życie. Jestem im za wszystko bardzo wdzięczna.
Cause if you just stop breathing, I'll stop, I'll stop my heart I'll stop breathing too
Avatar użytkownika
DangerUnicorn
 
Posty: 14
Dołączył(a): 20 maja 2013, o 10:48
Lokalizacja: Lubin

Re: "MCR saved my life"

Postprzez Magma » 24 maja 2013, o 07:40

Taki mały offtop ;)
Zgadzam się tutaj z niektórymi, że emo kiedyś a emo dzisiaj to zupełnie coś innego. Niedawno moja siostra siedziała na zapytaj, bo je się nudziło, a ja obok. Była mnóstwo pytań typu "jak mam się zacząć ubierać żeby być emo?". Wszystkie odpowiedzi mówiły jednoznacznie- pofarbuj włosy na różowo, albo niebieski, czy inny kolor, noś sukienki, ubieraj się na różowo-czarno, noś kokardki na włosach i się tnij. A ja się pytam od kiedy emo musi się ciąć? Wnerwia mnie takie coś. Wszyscy myślą, że emo musi się ciąć. Nie wiele odpowiedzi jest takich jak ta:
Uhh. Nie wielu z emo jak to na nas mówicie się tnie... I nie da się zostać tak o... Musisz zacząć od zmiany charakteru i próby myślenia jak my... Najważniejsze jest to że my nie jesteśmy inni... Po prostu ludzie nie pojmują naszego toku myślenia.

Teraz to jest się emo, jak się tniesz, jak w kółko powtarzasz, że nikt cię nie rozumie, jak masz kolorowe włosy, jak nie rozumiesz tych ludzi, tylko chcesz się tak ubierać...

A teraz to już tak na temat:

Z tego, co pamiętam moje życie stało się straszne w piątej klasie. Coraz bardziej fascynowałam się tą "ciemną stroną". Problem był w tym, że byłam strasznie leniwa, egoistyczna i myślałam, że nikt mnie nie rozumie, że wszyscy powinni być tacy jak ja, żeby świat był lepszy. Pamiętam, że płakałam praktycznie codziennie- noc, czy dzień nie robiło to żadnej różnicy. Najgorsze było to, ze płakałam z własnego powodu. Byłam nie miła, to ludzi byli dla mnie tacy sami, a ja płakałam, bo wcale nie chciałam, żeby tak było. No i żyłam tak ten rok czy kilkanaście miesięcy... Nie ciełam się, ale grzebałam sobie w palcu igłą i wielokrotnie mi kwawił, ale widocznych blizn nie ma. Wiele razy próbowałam się udusić, ale brakowało mi siły. Teraz wydaje mi się to strasznie głupie, że aż wstyd o tym mówić... Później w lipcu przesłuchałam Famous Last Words i się w tym zakochałam. Nie robiłam sobie z tego wielkich rzeczy, ale w sierpniu coś mnie tchnęło, żeby przesłuchać więcej piosenek MCR. We wrześniu zgłębiałam się w teksty. Wtedy też pierwszy raz zobaczyłam "MCR saved my life". Myślałam, że to przesada, bo jak muzyka może uratować życie? Może myślałam tak, bo sądziłam, że chodzi tu o sposób fizyczny, a nie psychiczny, chociaż depresja często doprowadza do samobójstwa, ale już nie będę tutaj komplikować. Wkrótce zaczęłam to rozumieć i czytać teksty, zgłębiać się w ich przekaz i nieświadomie się zmieniać... Trwało to chyba z dwa miesiące zanim się zorientowałam, że już nie płaczę tak często, że zaczęłam się liczyć z innymi. Jeszcze nie odkryłam wszystkich przekazów i zmieniałam się, ale tym razem świadomie. Zmiany zaszły też w innych zachowaniach, np. nie lubię dużo mówić, plotkować, i jestem bardziej zamknięta na ludzi, którzy najprawdopodobniej wyśmieją to, że muzyka może uratować życie. Mimo tego cieszę się z tych zmian. To dziwne, ale zawsze podziwiałam (odkąd pamiętam) ludzi, którzy są ubrani na czarno, noszą glany, itd. Myślę, że mogę powiedzieć te cztery słowa, których wcześniej nawet mi się nie śniło wypowiadać: MCR saved my life.

Wasze historie- jak i to, co napisała ta dziewczyna, sprawiły, że zakręciła mi łezka w oku, a może nawet kilka... 8-)
Every girl's dream is to have a guy call her at 3 am jus to say, "hey baby, I just wanted to tell you chceck the fucking website THEY'RE BACK."
Avatar użytkownika
Magma
 
Posty: 129
Dołączył(a): 3 sty 2013, o 15:42
Lokalizacja: Kalisz

Re: "MCR saved my life"

Postprzez Jajuchooo » 31 maja 2013, o 19:45

Czytam wasze wypowiedzi i dochodzę do jednego wniosku (takiego jak zawsze) MCR nigdy jeszcze mnie nie uratowało. Nie jestem emo, ale nie jestem typem który ma miliony znajomych. Trudno ze mną złapać kontakt i jestem trochę inna. Nie jestem typowym świrem który paraduje w dziwacznych strojach, wyglądam normalnie. Płaczę często i dużo rozmyślam. Czytam takie historie jak wasze bądź inne i umacniam się w jednym przekonaniu. Gdybym kiedykolwiek podupadła, załamała się i potrzebowała pomocy, wiem że mogłabym polegać na mojej jednej jedynej najdroższej przyjaciółce. To mogłoby nie wystarczyć i jestem pewna, że MCR uratowałoby mnie. Oni oraz Green Day bo znaczą dla mnie wiele. Jestem zdania nie "MCR saved my life", ale "MCR didn't save me, thay f*****g made me" :) Tyle w temacie
"Pełnia szczęścia jest nieludzka" ~ BJA
Jajuchooo
 
Posty: 13
Dołączył(a): 1 kwi 2013, o 12:26


Powrót do My Chemical Romance

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron