Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Tutaj rozmawiamy o koncertach i wszelkiego rodzaju występach na zywo zespołu. Byłes na koncercie MCR? Podziel się wrażeniami...

Moderatorzy: Administratorzy, Starszy moderator, Moderatorzy

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez Gloria » 22 mar 2011, o 23:54

Na koncert pojechaliśmy we czwórkę: Worry, Natalia, Nataljja i ja. Nie znałam wcześniej nikogo z naszej grupki, ale okazali sie być niesamowicie pozytywnymi, fajnymi ludźmi. Jestem w stanie jechać z nimi na kolejny koncert! :D Podróż z Krakowa do
Katowic, a potem na lotnisko do Pyrzowic przebiegła bez niespodzianek, za to na lotnisku o.O Czekamy, czekamy, czekamy, lot miał być o 14.55 a nam nie mówią nic. Potem komunikat: samolot opóźniony o godzinę. Bez wyjasnienia. Po godzinie: samolot opóźniony, kolejne info za kolejną godzinę. Ja już w stresie, że nam lot odwołają i znajdziemy się DOSŁOWNIE w czarnej dupie (bo jeden przed nami odwołali o.O ). Gdyby odwołali, to by było po imprezie. Ostatecznie jednak po dwóch godzinach go podstawili, wytłumaczyli się awarią techniczną jednego z samolotów no i polecieliśmy.

MOJA DOBRA RADA NR 1 - uważajcie na tanie linie lotnicze. Po prostu dwa razy się zastanówcie. Lot w obie strony niby 70 zł ale koszty całej podróży (bo lotnisko Sztokholm Skavsta jest położone ok 120 km od centru miasta i potrzebowaliśmy jeszcze autobusu, który nas do tego centrum weźmie) wyszły sporo wyższe. Ale o cenach zaraz.

Kiedy już po licznych przebojach dotarliśmy do centrum Sztokholmu, zaczęło się szukanie noclegu. Nocleg miała nam załatwić dziewczyna z forum (serdecznie pozdrawiam Białą Damę), ale krótko mówiąc nas wydymała, bo nie odzywała się od lutego i nie załatwiła nic. Tomek miał spisane kilka adresów tanich (ha ha ha!) hosteli, to zaczęliśmy szukać. Całe szczeście, że wziął ze sobą laptop i tel z internetem, bo bez tego mielibyśmy sporo problemów.

MOJA DOBRA RADA NR 2 - zawsze rozważcie zabranie ze sobą laptopa. W cywilizowanych miastach jest dobry dostęp do wifi i czasem może to uratować życie, zaufajcie mi.

Ostatecznie przed godziną 22 zaczęliśmy wędrówkę po Sztokholmie, trafiliśmy do jednego hostelu, gdzie zażądali od nas 2800 koron za 2 noce w 4 osobowym pokoju (2800 koron to ok. 1400 zł, dałoby to jakieś 350 zł za osobę za 2 noce. Za hostel). Podziękowaliśmy grzecznie i przeszliśmy kolejne 3 km do hostelu po drugiej stronie zalewu (ok, lokalizacja miasta jest piękna. Widoki zarówno nocą jak i za dnia są super. Dobrze, ze chociaż popatrzec można za darmo :D ). Drugi hostel okazał się być
zamknięty. Dobrze, że chwilę poczekaliśmy, bo pojawił się jakiś rusek, który był tam zakwaterowany i czekał, aż ktoś go wpuści. W końcu kobieta do niego zeszła i patrzymy, że idą jakimś bocznym wejściem. Głupio nam było iśc za nimi, ale ostatecznie weszliśmy do środka tym bocznym wejściem, a tam nikogo nie ma. Tylko za każdymi drzwiami schody w górę lub w dół. I zawsze takie same. Można było dostać schizy. Poważnie. Na dziko skorzystalismy z łazienki. W końcu Tomkowi udało się znaleźć recepcję i zakwaterowali nas (całe szczęście, bo było przed 23.00). W sumie tam wyszło nam jakieś 220 zł za 2 noce, co jeszcze dało się jakoś przezyć. Ale mieliśmy miejsca w uwaga: 28-osobowym pokoju. Pierwszej nocy bylismy sami i było spoko, ale drugiej nocy przyszedł facet, który chrapał, i jakies laski, które o 4 rano zaczęły puszczać muzę na głos o.O Ale myśmy się naprawdę cieszyli, że mamy gdzie spać.

W piątek, jak juz się wyspaliśmy, wysłaliśmy Tomka i Natalię po jakieś zakupy na śniadanie. I tu znowu ceny zmiażdzyły o.O Za dużą bagietkę, zwykłą bułkę i wodę litrową zapłaciliśmy 35 koron (tj jakieś 18 zł o.O). Fajnie co? Tam tylko głodowac zostaje.
Potem pochodziliśmy trochę po starówce, i po 15 wybraliśmy się na koncert. Cheliśmy jechać metrem ale okazało się, że jednorazowy bilet na metro kosztuje, uwaga uwaga 30 KORON (15 złotych). Tak. Zwątpiliśmy i poszliśmy na piechotę. 4 km. Dotarliśmy do hali gdzieś ok 16.30 a tam już stoi długa, wężowa kolejka. Mieli wpuszczać o 19.30 ale zaczęli wcześniej i mimo, iż trochę zmarzliśmy, poszło do w miarę sprawnie. W międzyczasie razem z Nataljją próbowałyśmy się rozgrzać śpiewając piosenki. O repertuar nawet nie pytajcie. Było wszystko :) Nie wie tylko czemu Tomek i Natalia odsuwali się od nas jak śpiewaliśmy.. :( W każdym razie o 19.10 bylismy już w sali.

W OGÓLE W TYM MIEJSCU PRAGNĘ WYRAZIĆ SWÓJ NIESAMOWITY PODZIW DLA TOMKA, KTÓRY NA PODSTAWIE TYCH DZIWNYCH MAP I ZNAKÓW BEZBŁĘDNIE OGARNIAŁ KAŻDĄ TRASĘ. cOŚ NIESAMOWITEGO. A NIGDY W TYM MIEŚCIE PODOBNO NIE BYŁ. żYCZYŁABYM SOBIE CHOĆ W POŁOWIE TAK DOBRZE OGARNIAĆ PRAGĘ W CZERWCU NA KONCERCIE 30 STM o.O


SZTOKHOLMSKI KONCERT MY CHEMICAL ROMANCE TO NAJLEPSZA IMPREZA TEGO TYPU, NA JAKIEJ BYŁAM W CAŁYM MOIM DWUDZIESTOJEDNOLETNIM JUŻ ŻYCIU.JESTEM KOMPLETNIE ŚWIADOMA TEGO CO PISZĘ I PISZĘ TO NA TRZEŹWO.

Najśmieszniejsze jest jednak to, że mimo iż koncert był najlepszy wśród wszystkich, na których dotąd byłam, publiczność była chyba jedną z najgorszych. Nie pytajcie mnie, jak to jest możliwe. Nie jestem w stanie sensownie tego wyjaśnić. Po prostu postanowiłam kompletnie oddzielić wrażenie związane z samym show od tego, jak zachowywali się niektórzy ludzie.

Potraficie wyobrazić sobie półtorej godziny czystej magii wywołanej słuchaniem na żywo piosenek zespołu, który kochacie od lat..? Ja myślałam, że potrafię. Okazało się, że jednak nie wiem wszystkiego. MCR na scenie roznoszą. Są świetni. Są najlepsi.

Ale powinnam zacząć od początku. W zasadzie o supporcie nie ma co dużo pisać - muzę grali niby nie najgorszą, ale jakoś nie potrafili mnie rozrusząc. Szczerze, nawet nie pamiętam, jak nazywał się ten zespół. Pograł pół godziny, potem zszedł i szczerze, to z każdym kawalkiem jaki grali, błagałam, żeby już skończyli. Najzwyczajniej w świecie nie mogłam doczekac się MCR. Oczywiście po supporcie była przerwa techniczna, troche za długa, na MCR też trzeba było jeszcze czekać, ale było warto. W ciągu wspomnianej już półtorej godziny (za krótko, za krótko. zleciało jak z bicza strzelił) zagrali 18 kawałków (można? Oczywiście, że można jak się gra i śpiewa a nie przez znaczną część koncertu pieprzy o niczym tylko po to, żeby usłyszeć jak laski piszczą na widok wokalisty). Nie wszystkie będą w kolejności, ale najłatwiej będzie mi je wymienić i opisać, jak tylko najlepiej będę umiała, co się wtedy działo i jak się czułam.

1. Na Na Na - dopiero kilka godzin przed koncertem dowiedziałam się, że od tego zaczynają teraz każdy występ. Taki zastrzyk energii na sam początek jest PRZEWSPANIAŁY! Hyhy Nie znam tekstu całej piosenki, ale to nie przeszkadzało mi bawić się jak szalona i piszczeć jak tylko usłyszałam pierwsze dźwięki a na scenę wyszedł Gerard Way *____* JAK JA KOCHAM TEGO GOŚCIA!

2. Thank you for a venom - szczerze, nie spodziewałam się tego kawałka. Niespodziewałam się czegokolwiek ze starszych płyt, poza Heleną, I'm not ok i Ghost of you (którego btw nie zagrali Smutny ). Okazało się, że na koncercie ten kawałek sprawdza się niesamowicie.

3. PLANETARY (GO) *______________________* Wiedziałam, że ją zagrają, bo zawsze ją grają. Ale mimo to, jak
Gerard powiedział, że teraz chce zobaczyć jak wszyscy tańczą i że bedzie ten kawałek, to oszalałam. Przecież. To. Jest. Mój. Ulubiony. Kawałek. Z. Płyty. Danger. Days

I od tego momentu moja pamięć szwankuje, więc będę szła nie kolejnością, a kawałkami, które pamiętam:

4. SING - ta piosenka to stał się niejako hymn. Śpiewana praktycznie cała z publicznością, może nie tak energiczna jak pozostałe, ale robi niesamowite wrażenie. Ludzie robili dokładnie to, co należało robić - spiewać dla samej idei, bo śpiewanie i muzyka to jedyne, co czasem człowiekowi zostaje.

5. Summertime - tu o dziwo było dosyć spokojnie. Osobiście - bardzo dobrze, bo dla mnie była to okazja, żeby złapać oddech. Poważnie. Na innych kawałkach dawałam z siebie wszystko - głosem, ruchem, skakaniem. I myślałam, że umrę walcząc a ludźmi o miejsce i o lepszy widok na scenę. Na Summertime w zasadzie tylko słuchałam.

6. The only hope for me is you - średnio lubię ten kawałek, ale brzmi cudownie..

7. DESTROYA *_____________* Tez średnio lubię, ale nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, jak cała sala z wyciągniętymi w górę rękami śpiewa ten kawałek. To trzeba zobaczyć, trzeba tam wtedy być. Jest moc. Dosłownie.

8. Vampire Money *___* KOlejny zastrzyk energii. Mimo, iż kompletnie nie miałam siły, nie mogłam przestać na tym skakać.

9. MAMA *____________* Pierwsza piosenka MCR, jaką w ogóle usłyszałam, dzięki której pokochałam ten zespół. I usłyszałam ją na żywo. wrażenie BEZCENNE! Wyśpiewałam chyba całą, razem z Gerardem Mruga

10. TEENAGERS - na tym kawałku bawiłam się zdecydowanie najlepiej *_______________*

11. House of Wolves - piosenkę lubię tak naprawdę od niedawna, odkąd się dowiedziałam, że grywają na koncertach. Kawałek MIAŻDŻY *___________*

12. Welcome to the Black Parade - wiem, że się powtórzę, ale też miażdzy i rozkurwia. Nie umiem wyrazić tego inaczej.

13. Famous Last Words - jeden z moich ulubionych z TBP. Na żywo jest jakieś 10937467285632018647 razy lepszy. Nie przesadzam.

14. Helena - tu, przyznam szczerze, I sucked. Nie znałam tekstu całości. Ale to mi nie przeszkadzało szaleć

15. I'm Not Ok - coś niesamowitego. Z tego co wiedziałam, na tym kawałki publiczność bawiła się najlepiej. Na tym i na Teenagers. Czemu mnie to nie dziwi..? Trzeba być na koncercie MCR, zeby śpiewać "I'm not ok" i czuć, że przeżywasz jedną z najwspanialszych nocy w życiu. nie żartuję *___*

16. Hang 'em high - od koncertu jestem fanką tego kawałka. To, co działo się w trakcie jego grania.. tego nie da się opisać :)

17. Cancer - nie spodziewałam się tej piosenki. Nie w taki sposób. Światła przysłoniły kompletnie scenę, G. wyglądał jakby był za mgłą i śpiewał. A publicznośc razem z nim. Cały kawałek. Od początku do końca. Może to kwestia koncertów, które ostatnio oglądałam, ale wrażenie tego wykonania było takie, jak na koncertach Queen piosenki "Love of my life" - wokalista i fani stanowią niemalże jedno. Powiedzieć, że to było genialne, to za mało.

Potem była chwila przerwy, na tył sceny został wciągnięty podświetlony transparent z napisem MCR, następnie chłopaki wyszli i zaśpiewali jeszcze:

18. Bulletproof Heart - *_____________________* Oszalałam ze szczęścia.

Nie wiem, co napisać jeszcze. Było kilka minusów, m. in. to, że nie wzięłam aparatu, bo bałam się dokładnego sprawdzania i konieczności zosdtawienia go nie wiadomo gdzie i nie wiadomo za ile (NIC, ale to NIC nie mówicie mi o cenach w Sztokholmie. NIC). Skutkiem tego nie mam ich zdjęć, tylko chujowe w komórce. Okazało się potem, że kontrola tam sobie jaja zrobiła, a niektórzy ludzie wnieśli takie lustrzanki, że gdy to zobaczyłam, miała ochotę się rozpłakać z bezsilnej wściekłości. Ale z drugiej strony, jak sobie pomyślę, że zamiast się bawić, miałabym jak głupia kręcić filmik i wnerwiać się, że ktoś mi zasłania, to sama spieprzyłabym sobie koncert. Z resztą, i tu przechodzę do drugiej kwestii - nie stałam tak blisko jak chciałam. Na tym koncercie dowiedziałam się, co znaczy strefa pod sceną i strefa dalsza. Niestety, mieliśmy bilety do dalszej. Stałam w miarę blisko, ale momentami zasłaniali mi widok na scenę. Na G. napatrzyłam się gdzieś mniej więcej w połowie koncertu, potem uznałyśmy z Nataljją, że pieprzymy oglądanie G i tańczymy, bez względu na to, z której strony sceny akurat się znajduje i czy go idealnie widać. No i ta publiczność Albo nie ruszali się w ogóle, a gdy ktoś spróbował, to atakowali z łokcia, żebyś ich tylko nie dotknął (taka jedna jeździła mi po żebrach łokciem, aż w końcu zaczęłam deptać sukę po stopach) albo wręcz przeciwnie, pchali się, żeby tylko stać bliżej i/lub skakali nie patrząc, czy lądują na Twojej stopie, głowie, czy czymkolwiek, co momentami zakłócało odbiór, ale cóż, koncert to żywioł :haha: Ale i tak najlepsza była gościówa, która wniosła na salę wielką torbę i postawiła ją sobie pod nogami. Myślałam, że się o to wyjebię A jednej gościówie totalnie podeptałam bluzę ale kij jej w oko, trzeba było nie kłaść na podłodze :D

Podsumowując - szwedzką publiczność wyrzuciłabym do śmieci, pozytywnie zaskoczyli mnie tylko formując sensowną, kulturalną kolejkę do wejścia. Staliśmy w olbrzymim wężu, nikt się nie pchał, nie było żadnych bramek i wejścia na hurra W Polsce to by nie przeszło :D

Natomiast samo MCR *__________________________* Stało się to, czego się obawiałam:

UZALEŻNIŁAM SIĘ OD KONCERTÓW KOLEJNEGO ZESPOŁU. SZTOKHOLMSKI KONCERT MCR BYŁ PIERWSZYM I NA PEWNO NIE OSTATNIM, NA JAKI POJECHAŁAM !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Po koncercie była dobra akcja. Siedzimy zmęczeni na podłodze, ledwo żywi, a techniczny sprzątają. Podchodzi do nas jakiś facecik i każe nam się ruszać. Na to Natalia do niego "Are you kidding me?!" :haha: Trochę się speszył ale powiedział, że nie, i że ma do czynienia dzisiaj tylko ze słabymi, mdlejącymi ludźmi i powinniśmy współczuć mu pracy (pff, niech ją zmieni) ale w końcu się podnieśliśmy z tej podłogi. To było nawet zabawne, ale potem zaczęli wyganiać ludzi i ogradzać wszystko taśmą i to juz było mało smieszne, bo czekaliśmy na ciuchy z szatni (btw. szatnia za 20 koron tj. 10 zł. Bosko).

Wróciliśmy do pokoju oczywiście z buta, było dobrze po północy i walnęlismy się spać. I tak sen był do bani, przez naszych zajebistych lokatorów o.O W sobotę mielismy czas do 11, żeby sie wymeldować. Rano Natalia poszła i zawinęła z lodówki publicznej trochę jedzenia (myślelismy, że to jest czyjeś, ale potem okazało się, że sniadania w kuchni na dole do godz. 11 są w cenie noclegu dla wszystkich. Tak, BRAWO MY o.O Ok, w piątek korzystalismy z kuchni piętro wyżej ale gość na recepcji ANI słowem nie pisnął nam o sniadaniu w cenie. ANI SŁOWEM, CHAM JEDEN.

MOJA DOBRA RADA NR 3 - weźcie sobie zapas jedzenia jeśli jedziecie do Sztokholmu, ewentualnie pytajcei dokładnie w hostelach, czy coś dają o.O Bo inaczej Was wydymają aż wam uszami wyjdzie.


PO 11 zawinęliśmy dupy i zaczęła się podróż powrotna. Najpierw półtorej godz. centrum Sztokholmu - lotnisko Sztokholm Skavsta, potem lot (tym razem nie opóźniony :haha: ), potem autobus z lotniska na dworzec Katowice, potem pociąg Katowice - Kraków (opóźniony 10 minut :haha: ). Na tym ostatnim etapie umilaliśmy sobie czas śpiewaniem (tak, wagon jakoś dziwnie opustoszał :haha: ). Razem z Nataljją śpiewaliśmy też czekając w tej kolejce na koncert, co by się rozgrzać, o czym już wspominałam :D
W Kr byliśmy ok 22.20.

Generalnie, jak tak się wkurwiałam na te niektóre sytuacje i uświadamiałam sobie, DLA KOGO ja to wszystko robię, to chwilami było mi żal samej siebie o.O

ALE PO KONCERCIE STWIERDZAM Z CAŁĄ STANOWCZOŚCIĄ - ZROBIŁABYM TO PONOWNIE. MY CHEMICAL ROMANCE - JESTEŚCIE WARCI TAKIEGO POŚWIĘCENIA.
WE ALL WANT TO BE DIFFERENT. IT MAKES ALL OF US THE SAME.
Avatar użytkownika
Gloria
 
Posty: 347
Dołączył(a): 5 gru 2010, o 16:49
Lokalizacja: Kraków

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez Sharp » 23 mar 2011, o 12:31

Gloria, kocham Cię. Zajebista recenzja i w ogóle opis całego wyjazdu <3
ЙОЛО
Avatar użytkownika
Sharp
Administrator
 
Posty: 5767
Dołączył(a): 14 kwi 2007, o 09:11
Lokalizacja: Łódź

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez KillJoy » 23 mar 2011, o 13:17

Gloria, mistrzu, dzięki za opis ;-)
<udaje, że nie zazdrości koncertu>
Avatar użytkownika
KillJoy
 
Posty: 215
Dołączył(a): 4 gru 2010, o 15:33
Lokalizacja: Paradise City/Warszawa

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez Avi » 23 mar 2011, o 13:43

Gloria, czytałam i czułam jakbym prawie tam była... Fajnie, że chciało ci się tak wszystko ze szczegółami opisać;)
Avatar użytkownika
Avi
 
Posty: 206
Dołączył(a): 24 sie 2008, o 19:28
Lokalizacja: Legnica

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez jabłkoo » 23 mar 2011, o 14:29

Gloria napisał(a):Ludzie robili dokładnie to, co należało robić - spiewać dla samej idei, bo śpiewanie i muzyka to jedyne, co czasem człowiekowi zostaje.

Święte słowa. :) Świetnie nam to wszystko opisałaś i widać, że bardzo Ci się tam podobało po mimo przygód. :P Aż sama chciałabym się znaleźć na Twoim miejscu. No cóż zazdrość to rzecz ludzka!
jabłkoo
 

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez Gloria » 23 mar 2011, o 15:03

Cieszę się, że podoba Wam sie opis :) Napisanie tego trochę mi zajęło ale zarówno koncert był wart takiej recenzji, jak i społecznośc forum zasługuje, by znać wszystko w szczegółach :)
Avatar użytkownika
Gloria
 
Posty: 347
Dołączył(a): 5 gru 2010, o 16:49
Lokalizacja: Kraków

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez Natalia » 23 mar 2011, o 20:08

Gloria, chwała Tobie za tą relację!!! :-) Napisałaś wszystkie najważniejsze rzeczy, ja nie mogłąm się do tego zebrać, ale cóż, leniwym trzeba się urodzić. Powiem Wam, że będę tą przygodę wspominać naprawdę bardzo długo, i na pewno musimy się jeszcze wybrać razem na jakiś koncert, jestem całkowicie za :D

Bardzo miło wspominam całą naszą wyprawę, ze wszystkimi przygodami jakie nas spotkały, a koncert był naprawdę świetny, szkoda tylko, że taki krótki, zleciał aż się obejrzałam. Wybawiłam się za wszystkei czasy, wyskakałam i spociłam. Dla mnie niezapomnianym przeżyciem było usłyszeć na żywo Summertime, również uważam, ze jednym z najlepszych wykonań na tym koncercie było Famous Last Words, które miałam okazję usłyszeć na żywio już po raz drugi :mrgreen:
Avatar użytkownika
Natalia
Administrator
 
Posty: 1910
Dołączył(a): 12 kwi 2007, o 15:49
Lokalizacja: Kraków i Warszawa

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez NaLa » 23 mar 2011, o 20:25

Nie lubię was, nie powiedzieliście mi, ze jedziecie przez K-ce :-( A chętnie bym was zobaczyła choćby przez 10 minut :-| :-(
Avatar użytkownika
NaLa
 
Posty: 992
Dołączył(a): 15 lut 2008, o 20:49
Lokalizacja: Katowice

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez Gloria » 23 mar 2011, o 21:14

NaLa napisał(a):Nie lubię was, nie powiedzieliście mi, ze jedziecie przez K-ce :-( A chętnie bym was zobaczyła choćby przez 10 minut :-| :-(



Przepraszamy... :roll:
Przestań nas nie lubić :)

Natalia - mówiłam, że napiszę tylko nie mówiłam kiedy :) To kiedy ten następny koncert? :D
WE ALL WANT TO BE DIFFERENT. IT MAKES ALL OF US THE SAME.
Avatar użytkownika
Gloria
 
Posty: 347
Dołączył(a): 5 gru 2010, o 16:49
Lokalizacja: Kraków

Re: Koncert w Sztokholmie 18 marca 2011

Postprzez Etre » 25 mar 2011, o 16:57

Gloria, kocham Cie za ta wyczerpującą relację! Zazdroszczę wrażeń :-( I jak trzeba być porąbanym, żeby kłaść bluzę na koncercie na podłodze? :lol:
Etre
 

Poprzednia strona

Powrót do Koncerty

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron