MyChemicalRomance - Polskie Forum Fanów • Zobacz wątek - Koniec My Chemical Romance

Koniec My Chemical Romance

Najświeższe newsy o zespole.

Moderatorzy: Administratorzy, Starszy moderator, Moderatorzy

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez MarchingBand » 25 mar 2013, o 10:45

My Chemical Romance is done. But it can never die.
It is alive in me, in the guys, and it is alive inside all of you.
I always knew that, and I think you did too.

Because it is not a band-
it is an idea.
Właśnie na takie słowa i zakończenie miałam nadzieję, dziękuję.
now we are the kids from yesterday.
Avatar użytkownika
MarchingBand
 
Posty: 219
Dołączył(a): 23 lip 2011, o 10:32

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Maharet » 25 mar 2013, o 11:53

Po tym tekście dopiero do mnie dotarło, że to koniec, no i łzy też się pojawiły. Kocham ich. Będą zawsze ze mną, choćby nie wiem co. Żaden zespół nie był dla mnie tak ważny jak oni. Dziękuje za te 8 lat.
I szanuje ich za to że w momencie kiedy poczuli że to już nie to, nie robili czegoś na siłę, że my fani dzięki temu, że odchodzą w momęcie kiedy się tego nie spodziewaliśmy, na zawsze mamy poczucie, że to był i jest świetny zespół, który się nie zeszmacił, który nie zaniżył swojego poziomu.

MCR na zawsze w naszych sercach będzie czymś dobrym. Trzymajcie się fani ;*
Maharet
 
Posty: 12
Dołączył(a): 29 sie 2011, o 22:04

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez fucking.gloom » 25 mar 2013, o 12:04

Wiedzialam , ze kiedys nadejdzie koniec, wazne, ze wiedzieli kiedy maja zakonczyc, bo to juz przestawalo byc to samo, jak napisal Gerard o jednym koncercie...


Kocham ich, zawsze bede kochac.


Dopiero na slowach, ze chcialby podziekowac kazdemu jednemu fanowi z osobna sie rozkleilam... :cry:

Najlepszym paradoskem jest to, ze czytajac informacje o ich odejsciu na interia.pl obok pojawila sie reklama ' powrot zespolu! Wielkiej legendy! ' wiem, ze to przypadek. Ale na widok tej reklamy sie usmiechnelam, czemu? Bo na pewno fani tego zespolu bardzo sie z tego uciesza ;-)

Do sedna...

Nadal uwazam, ze lepiej zejsc ze sceny i pozostawic po soobie same dobre wspomnienia.

Na pewno jeszcze nie raz o nich uslyszymy, moze juz nie jako zespol...Ale to nadal beda ci sami ludzie, ktorzy nam pomogli... :->
2001 - forever...
Avatar użytkownika
fucking.gloom
 
Posty: 49
Dołączył(a): 17 sty 2013, o 13:59
Lokalizacja: Zielona Gora

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Stoned Evil » 25 mar 2013, o 12:10

Płakałam przez cały pi*eprzony list. Litery mi się rozmazywały, ledwo łapałam oddech. Ale teraz mimo tego, że łzy nadal mi lecą - czuję spokój i jestem wyciszona. Gerard przepięknie wszystko napisał i to chyba właśnie takiego pożegnania wyczekiwałam. Może i MCR się skończyło, ale ono zawsze będzie w moim sercu, zawsze będę mogła wrócić do nich, pooglądać koncerty, pośmiać się. Czuję, że oni ciągle są ze mną, dla mnie. Gdy będę mieć problem to ich muzyka, teksty, słowa przyniosą mi ukojenie. Cieszę się, że mogłam poznać ten wspaniały zespół, że dane było mi uczestniczyć w ich przygodzie, pomimo tego, że przez całe 6 lat słuchania MCR, nie byłam na żadnym koncercie (czas, w którym przyjechali do Polski spędziłam w szpialu) to byłam z nimi duchem. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś wrócą, zagrają razem i pokażą nam piosenki, które do tej pory nagrali do nowego albumu.
List Gerarda dodał mi siły, uspokoił. Naświetlił obraz. Jestem szczęśliwa. Już nie boję się jak to będzie, wiem, że wszystko się ułoży. Teraz po przemyśleniu kilku spraw, jestem dumna z chłopaków, że zakończyli to wszystko kiedy uznali, że to już czas. Nie robili nic na siłę. Odeszli jako niesamowity zespół i taki właśnie dla mnie pozostanie - niesamowity.
Kocham was! Na zawsze pozostaniecie w moim sercu.
Dziękuję wam My Chemical Romance!
Avatar użytkownika
Stoned Evil
 
Posty: 10
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 15:15
Lokalizacja: okolice Częstochowy

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez J.Way » 25 mar 2013, o 13:31

Trzy dni ciągłego płakania. I nadal jest mi źle. Nie dotarło do mnie, że to koniec i chyba nie dotrze.
Nie umiem sobie wytłumaczyć, że nie będzie już żadnych nowości o nich.
Nic nie umiem sobie wytłumaczyć.
Po prostu... Po prostu jakaś część mnie umarła. Chyba cała umarłam. Za kilka dni pewnie się jakoś odrodzę, ale na razie umarłam.
"‘Cause if you stay I would even wait all night... Well, or until my heart explodes"
Avatar użytkownika
J.Way
 
Posty: 69
Dołączył(a): 16 lut 2012, o 17:36
Lokalizacja: Jarocin c:

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Lorei » 25 mar 2013, o 13:45

Chciałabym płakać. Chciałabym móc zrobić choćby to. Lecz nie jestem w stanie. Wiem, że jeśli zacznę, coś we mnie pęknie i nie będę w stanie tego pozbierać. Wiem, że wtedy przyjdą moi rodzice, którzy tego nie rozumieją, że zaczną krzyczeć... I wiem, że w tym roku będzie jeszcze niejedna rzecz warta płaczu.
Piszę to drugi raz. Już bez tak wielkich emocji, bez drgających rąk. Jestem świadoma, że to nie będzie dobre. Że to nie będzie tak prawdziwe.
My Chemical Romance znam od paru miesięcy. Wiem, to mało. Jeszcze zanim ich poznałam, wydawało mi się, że życie to wybryk losu, smutny przymus, że jeśli nie boli, to go nie ma..Tylko mnie ciągle bolało. Bolał mnie kpiący śmiech kolegów i koleżanek. Bolało mnie każde krzywe spojrzenie niezadowolonej mamy. Bolało mnie, jak próbowałam się jej wygadać, a ona po prostu stwierdzała, że się mażę jak małe dziecko...Czułam się jak zagubiony dzieciak. Ludzie często mi się zwierzali, pomagałam im..Oni nie chcieli mi pomóc. Zaczęłam ukrywać problemy, ale te lubią narastać..Czułam się, jakbym była nikim..
A potem...Potem trafiłam na My Chemical Romance. Słuchałam ich utworów. Zaczynałam zastanawiać się nad sensem słów..Czytałam teksty, krótkie biografie członków zespołu..I nie wiem, w jaki sposób, lecz oni coś we mnie zmienili. Powoli, poza moją uwagą..A potem sama zaczęłam nad sobą pracować. Najpierw poddali zmianie postrzeganie świata, który przestał być wielkim nieporozumieniem, a nabrał nowego znaczenia- nie, nie wypiękniał. Po prostu..Wydał się inny, zimniejszy, lecz za razem łatwiejszy. Za tym poszło i postrzeganie siebie. Zrozumiałam, że nigdy nie będę nikim, że nie mogę udawać kogoś innego.. Cele i marzenia wydały się bardziej możliwe do osiągnięcia. Jakby ktoś zapalił lampkę nadziei. Czułam się, jak ktoś całkiem wyjątkowy...Co zresztą jest prawdą. Bo czy łatwo znaleźć dwójkę identycznych ludzi? Od tamtego czasu nie narzekam...A przynajmniej się staram. Staram się nie przejmować wrednym gadaniem innych, staram się wierzyć w siebie i swoje możliwości..Staram się być dobrym człowiekiem, coś zmienić.
Gdy ogłosili zakończenie działalności..Świat na parę godzin wrócił do dawnych barw. Ja tam nie pasowałam. Nie po tym, co się zmieniło. Płakałam. Długo płakałam, bo stali się dla mnie wyjątkowi. Pierwszy raz miałam wrażenie, że ktoś może mnie pocieszyć, choć mnie nie zna i jest daleko. Bardzo daleko...Tliła się nadzieja. Dzisiaj zgasła. Mimo to, część mnie jest szczęśliwa. Cieszy się, że nie zostawili sprawy niejasno. Cieszy się, że nie pozostawili miejsca na snucie nierealnych domysłów.

Postanowiłam wkleić tutaj część mojej wiadomości do znajomej Niemki...

"If I can contact with guys from MCR, I'll thank them. I'll thank them, because they have given me a lot of power, they make something, that I believe in myself, and in their songs they give me a lot of understanding. That gift is for everybody, who's strange. It's for everybody, who nobody can accept...
At the moment I'm listening to "The light Behind your eyes". At the moment I'm wearing my T-shirt with their logo. At the moment I think, they can't end the history of their band, because their band is in our hearts..
I can't be happy. I can't do it. But I must be stronger than at the moment, so I want to believe in MCR. It's like a new religion. It like drugs. If you love something, it's still in your heart and it can't die.
Be strong and brave, baby."

To jest właśnie to, za co chcę podziękować My Chemical Romance.
Ta grupa zawsze będzie jedyna w swoim rodzaju. Oni są jedyną grupą, która uratowała i pewnie jeszcze niejednokrotnie uratuje mi życie.

Przepraszam za rozpisanie się i za błędy.
Lorei
 
Posty: 4
Dołączył(a): 24 mar 2013, o 17:56

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez MotherOfWar » 25 mar 2013, o 14:24

J.Way napisał(a):Trzy dni ciągłego płakania. I nadal jest mi źle. Nie dotarło do mnie, że to koniec i chyba nie dotrze.
Nie umiem sobie wytłumaczyć, że nie będzie już żadnych nowości o nich.
Nic nie umiem sobie wytłumaczyć.
Po prostu... Po prostu jakaś część mnie umarła. Chyba cała umarłam. Za kilka dni pewnie się jakoś odrodzę, ale na razie umarłam.

Też się tak czuję, nie mogę sobie wmówić, że to całkowity koniec, że już nigdy nie będę miała okazji ich zobaczyć na scenie. Tyle marzeń o koncercie. Pamiętam jak miało być OWF, a ja ryczałam, bo nie mogłam pojechać i w końcu się pocieszyłam, że na pewno będzie jeszcze szansa... nie było i nie będzie. To jedyne marzenie jakie miałam, wszystko czego pragnęłam, a teraz to już jest niemożliwe do spełnienia.
Czuję się jakbym miała zbyt mało tlenu w powietrzu, czegoś brakuje i jeszcze przez długi czas będzie mi brakować dopóki się nie przyzwyczaję i nie pogodzę z tym.
Ale kocham ich wszystkich razem i każdego z osobna. Kocham to piękne pożegnanie. To coś, czego nam fanom brakowało. Jestem wdzięczna za każde podniesienie z dołka, za każdą piosenkę, za każde słowo, za każdy gest.

"Because it is not a band-
it is an idea."
“When this band is done I want to be remembered not as a band that rocked or was huge, but one that made a difference to individuals.”
Avatar użytkownika
MotherOfWar
 
Posty: 7
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 10:26
Lokalizacja: Wadowice

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Junkie Re Venge » 25 mar 2013, o 14:38

Ciężko jest mi coś napisać w tym wątku. Jest mi cholernie smutno... Na początku płakałam jak głupia, potem się na nich wściekałam za brak jakichkolwiek wyjaśnień, teraz, po przeczytaniu słów Gerarda znowu jest mi przykro i czuję jakąś pustkę.
My Chemical Romance zaczęłam słuchać jakichś parę lat temu, chyba na początku liceum. Ich muzyka zrobiła dla mnie bardzo dużo, dała energię, siłę, nauczyła, by iść do przodu, nie ważne co się wokół dzieje. Już wtedy stali się ważnym elementem mojego życia, ich muzyka towarzyszyła mi cały czas, a oglądanie koncertów i czytanie njusów sprawiało mi frajdę. Potem wszystko się jakoś ustatkowało, jednak sięgałam bardzo często po ich piosenki, były, ptfu, one najlepszym lekiem na doła, na smutek, ale również warto ich słuchać, kiedy ma się dobry nastrój.
Jakoś nie może do mnie dotrzeć, że to koniec, że nie będę już wyczekiwać ich koncertu, nowych piosenek, czy jakikolwiek wiadomości o nich. Wiem, jestem żałosna, mam 20 lat, a zachowuję się jak dziecko, ale ten zespół był dla mnie na prawdę ważny. Nie będę rozpisywać się, czego nie zdążyłam zrobić (np. nie byłam na ich koncercie), bo to bez sensu, lepiej jest raczej wypisać rzeczy, które im zawdzięczam, a które będę niosła ze sobą przez wiele długich lat. Mimo, że chłopaki nie będą już tworzyli zespołu, zostawili nam cudowny skarb, swoją muzykę, przesłanie, które nigdy nie zginie. "Because it is not a band-it is an idea.", jak napisał Gerard i tego się trzymajmy <3
. BOOZE 'TIL YOU PUKE .
Avatar użytkownika
Junkie Re Venge
 
Posty: 63
Dołączył(a): 4 maja 2012, o 10:18
Lokalizacja: JAROCIN

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez aneta2183 » 25 mar 2013, o 15:17

Hej!
Znam My chem o września i tak naprawdę zalogowałam się ty pierwszy raz dzisiaj.
Co do tego zakończenia kariery. Ja uważam, ze to ich życie ich decyzja i my nie mamy nic do tego.
My chem odkąd ich pierwszy raz usłyszałam nie naprawił mi może życia ale dodał mi odwagi. idąc ulicą mając słuchawki w uszach, słuchając ich piosenek czułam się pewniej. Zawsze uważałam się za gorszą od innych, nie miałam przyjaciół, nikt mnie nie gnębił ale jednak miałam problem z dogadaniem się z innymi. Gdy przeczytałam ze to koniec MCR popłakałam się. Pomyślałam "teraz nie będzie nowych piosenek na która czekałam jak na zbawienie, nie ma tego kto by mnie zrozumiała" (bo te piosenki były jak mój pamiętnik- mimo że piosenki były o czym innym ja interpretowałam je inaczej i zawsze opowiadały o moich przemyśleniach) moja mama stwierdziła ze chce żebym miała tylko takie problemy w przyszłości, ale ona nie zrozumiała, dla mnie to było ważne porostu myślałam ze to koniec ( nie zabiła bym się- uważam ze o tchórzostwo ale załamała bym się psychicznie). nigdy nie byłam na koncercie, na żądnym zlocie, nie poznałam przyjaciół przez zespól- porostu nie zrobiłam nic i dopiero dzisiaj to sobie uświadomiłam, przez wiadomość o zakończeniu zespołu. Oni zrobili wiele nawet tego nie będę wymieniać ale mogę powiedzieć tyle- założyli rodziny (bo czy Gerard poznał by Lindsey gdyby nie zespół? Tego nie wiadomo)a ja nie zrobiłam nic. I dzisiaj siedząc na lekcji uświadomiłam sobie ze zmarnowałam szansę, pomyślałam BĘDĘ silna- zrobię to dla nich i się nie poddam a nie jak kiedyś POWINNAM się nie poddawać i teraz na koniec powiem tyle- Chce odratować chodź resztki tej szansy i stwierdziłam ze CHCE WAS POZNAĆ!!!!! W szkole już udało mi się naprawić to co zepsułam i był to jak zaranie najlepszy dzień życia :) wiec zostało mi napisanie do was bo poczułam że murze to zrobić. Dla mnie ten koniec jest jednak początkiem
aneta2183
 
Posty: 4
Dołączył(a): 25 mar 2013, o 14:51

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez tucha_killjoy » 25 mar 2013, o 15:27

czytałam list na angielskim i prawie się poryczałam. Powstrzymało mnie to, że jestem na lekcji.
Czuje się jakby umarła jakaś część mnie, jakby zginął ktoś kogo kochałam i szanowałam, ale nie do końca doceniałam. I teraz mi głupio.
Do końca nie dotarło jeszcze do mnie że to koniec, ale świadomość tego, że My Chem już nic nie nagra sprawia, że czuje ogromny smutek...
Niestety nie miałam okazji być na ich koncercie i teraz dociera do mnie, że jedno z moich największych marzeń się nie spełni.
Ale wiem, że mam za co dziękować MCR. Wiele razy ich piosenki dawały mi siłę, wywoływały u mnie radość kiedy byłam smutna, pomogły zrozumieć wiele rzeczy. I właśnie za to chce im jeszcze raz podziękować. Dla mnie będą istnieli wiecznie. W moim sercu.

<3
Ostatnio edytowano 25 mar 2013, o 16:07 przez tucha_killjoy, łącznie edytowano 2 razy
`Because it is not a band-
it is an idea.`
Avatar użytkownika
tucha_killjoy
 
Posty: 4
Dołączył(a): 4 mar 2013, o 15:07

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez ChemicalShadow » 25 mar 2013, o 15:28

Czyli... Czyli to już na pewno. My Chemical Romance nie istnieje. To brzmi tak nienaturalnie... Znam ich tak krótko, a pokochałam ich tak bardzo, że boli mnie to straszliwie. List Gerarda wzbudził we mnie szereg uczuć - rozpacz, smutek, ból, cierpienie, tęsknotę, ale też nadzieję i promyk szczęścia. Pojawiły się łzy, ale też uśmiech. Wszyscy uważają, że nie mam co rozpaczać, ale ja chcę rozpaczać, bo wiem, że mi to pomoże. Poszłam dziś do szkoły w niemalże czarnoparadnym mundurze - słyszałam dziwne szepty i chichoty, ale dzięki MCR przestałam się tym przejmować. I teraz chciałabym podziękować chłopakom za wszystko. Za każdą piosenkę i za siłę, którą dali mi i innym. Byli przy mnie, są i będą. Czuję żal, ale rozumiem. Kocham ich i kocham was wszystkich.

Dziękuję.
Dziękuję za wszystko.
Avatar użytkownika
ChemicalShadow
 
Posty: 79
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:54
Lokalizacja: Lubelskie

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez aneta2183 » 25 mar 2013, o 15:35

też im dziękuje. Dla mnie My Chemical Romance się nie skończyło bo My chem to oni, to Gerard, Mikey, Frank, Ray i Bob. To oni są MCR, to nie nazwa zespołu- to oni więc dla mnie MY CHEMICAL ROMANCE NADAL ISTNIEJE
aneta2183
 
Posty: 4
Dołączył(a): 25 mar 2013, o 14:51

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez UpadłyAnioł » 25 mar 2013, o 15:38

aneta2183 napisał(a):Hej!
Znam My chem o września i tak naprawdę zalogowałam się ty pierwszy raz dzisiaj [... ] Chce odratować chodź resztki tej szansy i stwierdziłam ze CHCE WAS POZNAĆ!!!!! W szkole już udało mi się naprawić to co zepsułam i był to jak zaranie najlepszy dzień życia :) wiec zostało mi napisanie do was bo poczułam że murze to zrobić. Dla mnie ten koniec jest jednak początkiem


Jesteś najlepszym przykładem, że koniec MCR również może wnieść coś dobrego i pomóc sobie uświadomić coś dobrego :)
Chłopaki nadal żyją, nie wierzę, że nie będą brać udziału we wspólnych projektach itd., więc nie ma co się załamywać. Jestem dobrej myśli, nie wykluczam też reaktywacji. Myślę, że zaczynali robić wszystko bardziej pod publikę i chwała im za to, że się na to nie godzą, że wolą odejść w blasku. Jeśli uznają, że brakuje im takiego życia, to wrócą. A jeśli nie, to na pewno nie raz zobaczymy ich razem przy wspólnych projektach.
Avatar użytkownika
UpadłyAnioł
 
Posty: 1055
Dołączył(a): 5 paź 2010, o 19:51
Lokalizacja: Radomsko

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez aneta2183 » 25 mar 2013, o 15:43

Dlatego od dziś zaczyna nowe życie. Zrobiłam już ale też dopiero drugi krok w tym kierunku, ale wierze ze małymi krokami z pomocą ich piosenek mi się to uda :) I dziękuje UpadłyAnioł za te słowa to naprawdę dużo znaczy ze ktoś mnie tu zauważył
aneta2183
 
Posty: 4
Dołączył(a): 25 mar 2013, o 14:51

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Noriko » 25 mar 2013, o 15:44

Ja również płakałam jak czytałam list Gerarda. Od soboty nie wiedziałam co zrobić ze sobą i jak normalnie funkcjonować. Czekałam na ten list, na te słowa. My Chemical Romance zawsze było czymś więcej niż tylko zespołem. Dzięki chłopakom doceniłam życie i poznałam jego wartości. Cieszę się, że miałam okazje zapoznać się z ich twórczością. Niestety na ich koncercie w Polsce nie byłam i bardzo tego żałuje. Moim marzeniem było zobaczyć MCR na żywo, no cóż, może kiedyś spotkam, któregoś z chłopców, to zawsze coś.
Ten zespół nauczył mnie jak żyć, co jest ważne, a co nie, sprawił, że uwierzyłam w siebie i swoje możliwości. Nie da się ująć w słowa tego jak bardzo MCR wpłynęło na moje życie. Mam nadzieje,że za kilka lat nadal będą moim ulubionym zespołem.
My Chemical Romance zawsze będą w naszych sercach. Dziękuje Gerard,Mikey,Frank,Ray.
Cieszę się, że mamy tutaj taką małą rodzinkę :) Jesteście niesamowici.
Avatar użytkownika
Noriko
 
Posty: 5
Dołączył(a): 9 mar 2013, o 07:50

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Lorei » 25 mar 2013, o 15:44

UpadłyAnioł napisał(a):Jesteś najlepszym przykładem, że koniec MCR również może wnieść coś dobrego i pomóc sobie uświadomić coś dobrego :)
Chłopaki nadal żyją, nie wierzę, że nie będą brać udziału we wspólnych projektach itd., więc nie ma co się załamywać. Jestem dobrej myśli, nie wykluczam też reaktywacji. Myślę, że zaczynali robić wszystko bardziej pod publikę i chwała im za to, że się na to nie godzą, że wolą odejść w blasku. Jeśli uznają, że brakuje im takiego życia, to wrócą. A jeśli nie, to na pewno nie raz zobaczymy ich razem przy wspólnych projektach.


Gdy to czytam, to brzmisz jak mój starszy brat, czyli jedna z nielicznych osób, którym ufam bezgranicznie... Może coś w tym jest. W stosunku do zmian myślę podobnie. Zmiany są nieuniknione, ale tutaj to był wielki przeskok.
Lorei
 
Posty: 4
Dołączył(a): 24 mar 2013, o 17:56

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Esi » 25 mar 2013, o 16:05

Trudno napisać mi cokolwiek sensownego, co przekazałoby w pełni moje uczucia. Gdy dowiedziałam się o rozpadzie zespołu - doznałam szoku. Ci ludzie byli bardzo ważną częścią dojrzewania, które przechodziłam. Częścią jestestwa. Ich muzyka zawsze w jakiś sposób mnie określała...a teraz...pustka.

Dopiero list Gerarda mnie uspokoił. Teraz jestem w stanie uronić kilka łez i być chłopakom wdzięczna za to wszystko co mi dali przez te lata. Pewność siebie, wsparcie w trudnych chwilach. Choć brzmi to banalnie. Aktualnie istnieję w takim etapie swojego życia, w którym pozbywam się starego. Rozpad grupy się na to nałożył, mocno symbolicznie...więc łatwiej mi zrozumieć ich decyzję. Pociesza mnie myśl, że ta muzyka nadal istnieje, a nam, fanom, wspomnień nie zabierze nikt. Trzymajcie się i myślcie pozytywnie. Każdy koniec oznacza początek :)...
Esi
 
Posty: 73
Dołączył(a): 12 maja 2008, o 19:39

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez aneta2183 » 25 mar 2013, o 16:16

tak sobie myślałam jak by tu im pokazać ze im dziękujemy za to ze byli są i na pewna będą i wpadło mi do głowy żeby ta Twitterze stworzyć coś typu #thankyouMCR albo coś w tym stylu. Chciała bym im pokazać ze my nie mamy im za złe ze to zakończyli.
aneta2183
 
Posty: 4
Dołączył(a): 25 mar 2013, o 14:51

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez VoiceOfSilence » 25 mar 2013, o 16:18

Na początku chciałabym przeprosić wszystkich tych, którym narobiłam niepotrzebnych nadziei, mam nadzieję, że mnie zrozumiecie - głupią fankę, do której nie mógł dotrzeć fakt, że to koniec...
Pisząc ten post czuję się trochę jakbym miała wygłaszać mowę pogrzebową, więc żeby to nie zabrzmiało w własnie w takim patetycznym stylu, nie będę pisała czym dla mnie było MCR, bo było dla mnie tym samym czym dla was, zresztą na tym forum są porozrzucane moje różne posty na ten temat, na temat mojego uwielbienia dla zespołu... Nie jest mi już smutno jak na początku, złość też przeszła, Gerard w końcu przemówił, wyjaśnił to, co miał wyjaśnić, wszystko zostało powiedziane, jedynie czuję mały niedosyt, bo liczyłam że Frank też pożegna się z nami jako członek zespołu, no ale może jemu też jest ciężko i za jakiś czas się odezwie... Więc nie będę już smęcić, bo chociaż drzwi zespołu się zamknęły, drzwi solowych karier właśnie się otworzyły. Mam nadzieję, że talenty jakie chłopcy posiadają nie zmarnują się i już niedługo usłyszymy o nich, poznamy owoce ich pracy, Nie ma co się smucić, chociaż zespół zakończył działalność, członkowie wraz żyją i każdy jest w stanie stworzyć teraz coś niepowtarzalnego, na własną rękę. The show must go on - popatrzcie na zespoły, które dawno nie istnieją, a ich muzykę wciąż słychać w radiach i głośnikach, członkowie tych grup wiele osiągnęli jako soliści, lub pozakładali własne zespoły, które odnoszą sukces. Jestem pewna, że z MCR też tak będzie, a Gerard, Frank, Ray i Mikey jeszcze nieraz nas zaskoczą ;-)
Avatar użytkownika
VoiceOfSilence
 
Posty: 243
Dołączył(a): 26 sie 2011, o 20:45
Lokalizacja: Siedlce

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez The_only_hope_for_me » 25 mar 2013, o 16:31

Pisałam tu już wcześniej, ale nie dałam rady dokończyć.. Teraz, kiedy minęła ponad godzina mogę nie całkiem, ale dosyć spokojnie napisać co czuję.
Dzisiejszy dzień był udanym dniem. Śmiałam się, żartowałąm i mimo chwilowych załamek z różnych powodów (z powodów zespołu także), było całkiem okey. Ciągle żyłam z tą (za przeproszeniem..) cholerną nadzieją. Że wyszystko się wyjaśni, że zespół powróci. Obiecałam sobie czekać w spokoju.
Kiedy wróciłam do domu wiedziałam, wiedziałam, że muszę wejść na stronę. "Gerard umieścił swój list do fanów" przeczytałam gdzieś. Byłam bardzo ciekawa co napisał.. Czytając miałam łzy w oczach. 2 razy zdarzyły mi się większe wybuchy szlochu, aż w końcu nie wytrzymałam. Żałosne? Brzmię jak jakaś głupia nastolatka? Możliwe.
MCR słucham zaledwie od roku. Żałuję, że tak późno zaczęła się moja przygoda z nimi, a także z rockiem. Dowiedziawszy się o końcu zespołu, który mnie zmienił i na swój sposób nie raz wspierał było mi okropnie smutno i płakałam, ale nie tak jak teraz.. Dopiero teraz do mnie doszło, ze to KONIEC, oni nie wrócą, nienienie. Trudno. Wszystko się kiedyś kończy..
Po słowach przeczytanych w liście Gerarda poczułam się bardzo smutno, było mi źle. Ale zaraz potem doszłam do wniosku, że nie ma co płakać i się załamywać. Ej, przecież oni dalej są! I są szczęśliwi. Ze swoimi rodzinami i pasjami... Możliwe, ze jeszcze nie raz zobacyzmi ich razem. Pewnie nie na koncercie, ale jako dobrych przyjaciół..

Ten list był dla mnie pocieszeniem. Dalej nie rozumiem dlaczego skończyło się tak, a nie inaczej i dlaczego praca nad płytą została przerwana, ale czuję się lepiej. Myślę, że sami członkowie zespołu byli trochę tym wszystkim wstrząśnięci i dlatego dopiero teraz mogliśmy przeczytać prawdziwe, z głębi serca podziękowanie i podsumowanie. Szkoda tylko, że od samego Gerarda.. Mam nadzieję, że Frank i Ray dodadzą wkrótce coś od siebie, ale rozumiem, że im także może być w tej chwili bardzo ciężko z tym wszystkim.
Może i ich kariera się skończyła, formalnie zespołu nie ma.. ale, jak to napisał Gee, została muzyka w sercach ich i naszych. I pozostanie na zawsze.

VoiceOfSilence , nie masz za co przepraszać. Ja sama byłam w takiej samej sytuacji, też ciągle miałam nadzieję. Wierzę, w to, ze jeszcze ich usłyszymy - solowo czy z innym zespołem, ale usłyszymy. ;)


"Be strong, and hold my hand.
Time becomes for us, you’ll understand
We’ll say goodbye today
And we’re sorry how it ends this way
If you promise not to cry
Then I'll tell you just what I would say.
"

Pozdrawiam Was wszystkich!
xoxo
Ostatnio edytowano 25 mar 2013, o 16:33 przez The_only_hope_for_me, łącznie edytowano 1 raz
Avatar użytkownika
The_only_hope_for_me
 
Posty: 52
Dołączył(a): 27 paź 2012, o 10:34

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Tomaro » 25 mar 2013, o 16:32

Teraz moim marzeniem w zastępstwie za koncert z M&G jest spotkać ich, i podziękować za to co mi dali. Bo dzięki ich przekazowi, emocjom itd. zachciało mi się coś w życiu robić, i nawet w podaniu do Tokijskiej agencji, w rubryce "motto" wpisałem "never let them take you alive", co jest moim ukochanym hasłem(wpisuję to wszędzie xdd) i wygrałem wtedy ten casting. Usłyszałem wtedy od kolesia przeprowadzającego, o wdzięcznym imieniu Paul Chang, że nie wie gdzie to usłyszałem, ale czuje że sobie poradzę. Ale nie będę wdawał się w szczegóły niczym Gerd o ptaszku <lol>.

Będę z zapartym tchem fanbojował ich nowym bandom, projektom, wydawnictwom. Każdy z nich jest moim bohaterem.

Chłopcy, dzięki za te 4 lata dobrej zabawy i nauki (jak z zabawkach Fisher Price, lol). Jestem dumny:)
Lub też tak jak w moim komiksie,
fajnie było, nara. :3
Avatar użytkownika
Tomaro
 
Posty: 390
Dołączył(a): 23 mar 2010, o 21:53

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez izulek » 25 mar 2013, o 16:34

Wczoraj przeczytałam wiadomość, że to koniec MCR... Na początku pomyślałam, że to żart, ale okazało się, że jednak tak nie jest. Rozkleiłam się, ponieważ na prawdę dużo wnieśli do mojego życia. Od ich pierwszego koncertu w Polsce czekałam na następny koncert w naszym kraju, a ta wiadomość o zakończeniu ich działalności zniszczyła moje wszelkie nadzieje. My Chemical Romance zawsze będą w moim sercu, ich muzyka. Ale czuję trochę taką pustkę, jakbym straciła coś bardzo,bardzo ważnego dla mnie. Z tym trzeba się oswoić. Bo taka świadomość, że się nie doczeka nowej płyty jest przykra. Z jednej strony cieszę się bo nie zmienili się, nie zmienili swojej muzyki na gorsze, byli tak samo świetni!Czuję pustkę, ale mam nadzieję, że chłopaki nas jeszcze zaskoczą chociażby i za parę lat. Gerard,Frank,Mikey,Ray-MCR oni będą dla mnie zawsze :)
Avatar użytkownika
izulek
 
Posty: 54
Dołączył(a): 22 mar 2011, o 16:13
Lokalizacja: Olsztyn

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Magma » 25 mar 2013, o 16:59

Ten list mnie dobił, a jednocześnie tak uspokoił...
Dziękuję Gerardowi, ze to wyjaśnił, że nie musieliśmy się o tym dowiadywać z innych źródeł.

MarchingBand napisał(a):My Chemical Romance is done. But it can never die.
It is alive in me, in the guys, and it is alive inside all of you.
I always knew that, and I think you did too.

Because it is not a band-
it is an idea.


Ustawię sobie te słowa na tapetę. Są piękne.

J.Way napisał(a):Trzy dni ciągłego płakania. I nadal jest mi źle. Nie dotarło do mnie, że to koniec i chyba nie dotrze.
Nie umiem sobie wytłumaczyć, że nie będzie już żadnych nowości o nich.
Nic nie umiem sobie wytłumaczyć.
Po prostu... Po prostu jakaś część mnie umarła. Chyba cała umarłam. Za kilka dni pewnie się jakoś odrodzę, ale na razie umarłam.


Mam to samo. I chyba opisałaś mój stan lepiej, niż ja sama bym to zrobiła :->


Lorei napisał(a):esteś najlepszym przykładem, że koniec MCR również może wnieść coś dobrego i pomóc sobie uświadomić coś dobrego :)

Te słowa są tak straszne, a jednocześnie tak wspaniałe. Ale mnie bardziej ranią.

9 miesięcy temu czułam, że użyłam. Teraz czuję, że umieram. Boję się, że o nich zapomnę. Że się zmienię. :cry:
Every girl's dream is to have a guy call her at 3 am jus to say, "hey baby, I just wanted to tell you chceck the fucking website THEY'RE BACK."
Avatar użytkownika
Magma
 
Posty: 129
Dołączył(a): 3 sty 2013, o 15:42
Lokalizacja: Kalisz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez GloriaMCR » 25 mar 2013, o 17:01

Cała sobota przepłakana, w niedzielę starałam się o tym nie myśleć, dziś miałam nawet dobry humor, ale tak naprawdę teraz mogę powiedzieć, że wiem, że to koniec zespołu i mimo tego, że jest ciężko pożegnać ich po pięciu latach, które z nimi spędziłam to czuję się spokojna. Odzyskałam spokój po liście Gerarda i szanuję ich decyzję. Pamiętam jak Jack White mówił o tym dlaczego The White Stripes kończy działalność, powiedział wtedy: "Rezygnujemy z kariery po to, aby to, co udało nam się wypracować, pozostało piękne, wyjątkowe i w nienaruszonym stanie". Jestem pewna, że Gerard za pomocą tego listu chciał nam powiedzieć to samo. Nie powinniśmy więc rozpaczać, MCR pozostawili za sobą piękną muzykę, piękne idee i słowa, które miały być naszymi wskazówkami i które powinniśmy zachować w naszych sercach na zawsze. Oni nie odchodzą, koniec zespołu nie oznacza końca ich wkładu w sztukę. Każdy z nich dalej będzie dokładał swoja cegiełkę, zostawiał po sobie ślad i nie pozwolą nam o sobie zapomnieć. Dalej pozostaną częścią naszego życia.
Jestem z nich dumna i dzięki temu listowi mam świadomość jak bardzo nas kochają, jak wiele zmian też my wprowadziliśmy w ich życie i teraz jestem pewna, że dam sobie radę. Pozostawili dla mnie i dla reszty fanów tak wiele, że nie boję się żyć, nie martwię się, że zespołu już nie będzie. On żyje w naszych sercach i w ich sercach także. Przygoda się zakończyła, ale wspomnienia to coś czego nikt nam, a ni im nie odbierze.
Billie Joe: Jak zdejmowałem spodnie to nie miałem zamiaru chwalić się wszystkim jakiego mam wielkiego, bo takiego nie mam. Zdjęcie jest stare.
Mike: Od tego czasu ci urósł!
Avatar użytkownika
GloriaMCR
 
Posty: 80
Dołączył(a): 20 gru 2010, o 19:54

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Pumpkin_Pie » 25 mar 2013, o 18:03

Co mogę powiedzieć... Czytając do wszystko, widzę, że wiele osób myśli tak jak ja.
Nie mogę powiedzieć, że rozwiązanie zespołu jest dobre. Dla mnie to nigdy nie będzie dobre. Ale skoro Gerard tak po prostu to poczuł, poczuł, że coś jest nie tak, nie ma sensu się z tym spierać.
Dziwnie się złożyło, że z niewiadomej przyczyny obudziłam się dziś sporo wcześniej, niż robię to zazwyczaj, gdy idę do szkoły. Z racji zaistniałych okoliczności ostatnich dni wiadomym było, że od razu polecę po laptopa i wejdę na tą stronę. No i zobaczyłam ten list. I nawet nie czytając go uprzednio mogłam sobie powiedzieć :"Czyli wszystko już będzie jasne". I takim się stało. Z sercem bijącym 4 razy szybciej niż zazwyczaj i drżącymi dłońmi, przewijałam tekst. I wiecie co? Nie utonęłam we łzach. Może to dlatego, że wszystkie możliwe łzy wylałam w sobotę, albo dlatego, że to co czytałam wydawało mi się... naturalne? W każdym razie, kiedy doszłam do fragmentu "Wróciłem do starych nawyków", zrobiło mi się niesamowicie przykro i smutno. Gerard, człowiek, który dzięki temu zespołowi nawoływał do nie poddawania się i bycia sobą, pomagania ludziom depresji i tym podobne (sami wiecie, co Gerard zawsze powtarzał) znowu popadł w swoje stare nałogi. Boże, to chyba najokrutniejsza ironia, jaką można sobie wyobrazić. Myślę, że Gerard był okropnie zagubiony, kiedy o tym wszystkim myślał. Bo przecież, jeszcze nie dawno, nie wiem dokładnie kiedy, rok, dwa lata temu, mówił, że "this band is for a fuckin' life". A teraz, tak nagle poczuł to, czego obawiali się wszyscy. To jest przykre, strasznie przykre. Fan w takim momencie czuje się oszukany. Nie odbierzcie tego źle, po prostu ja się tak poczułam. Ale tylko na moment. Starałam się i nadal staram się ich zrozumieć, postawić w ich sytuacji i tak dalej. Ciężko idzie, ale zaczynam się uspokajać. Mam okropne wahania nastroju i raz prawie się z tym wszystkim godzę, aby za chwilę wypluć całą złość na nich w postaci jakiejś posranej histerii.

Nie będę tu pieprzyć, jak ogromny smutek czułam i czuję, to nie ma sensu. To chyba jasne, że fan się tak czuję po rozpadzie zespołu, który ukochał, zespołu, który go ukształtował i zmienił. Raz mam wrażenie, że gdybym ich wszystkich teraz spotkała, pobiłabym ich krzycząc: "Nawet nie wiecie jak gigantyczną pustkę po sobie zostawiacie, nawet nie wiecie, jak bardzo mnie ranicie!" Ale zaraz myślę, że po tym powiedziałabym: "Ale kocham was. Kocham was i nigdy nie przestane, bo przez to, co zrobiliście jako zespół jesteście częścią mnie. Choć ta miłość to teraz prawie sam ból, zawsze będę o was pamiętać i mówić, że nauczyliście mnie wiary w siebie."

Kurwa, trzeba kończyć te kazanie, jasna dupa...
Jeszcze tylko słówko.
Patrząc na działalność MCR mogę powiedzieć, że zawsze zależało im na tym, żeby fana zaskoczyć. Ile to razy oni zmieniali zdanie czy robili coś, czego byśmy się po nich zupełnie nie spodziewali. Ach, kapryśne divy. <wyje>
Mam przez to na myśli to, że zawsze pozostaje nadzieja. Nie chcę mówić, że zaraz im się odmieni i wrócą, nie. Ale oni lubią zaskakiwać.

Na koniec, sam koniec, dziękuje ludziom stąd. Jesteście wspaniali.
<zastanawia się, czy ktoś to w ogóle przeczyta, lol>
"Fuck everyone who hates you,
a smile is the best revenge."
-Gerard Way-
Avatar użytkownika
Pumpkin_Pie
 
Posty: 78
Dołączył(a): 9 paź 2012, o 11:21
Lokalizacja: okolice Białegostoku

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez MechanicalAnimal » 25 mar 2013, o 18:05

Po tym liście od Gerarda zrozumiałam, że to naprawdę, ale to naprawdę już koniec. Mimo że nie płakałam od... niepokojąco długiego czasu i jestem cholernie nieczuła, to teraz się po prostu rozkleiłam. Mam wrażenie, że jestem żałosna. Nagle wszystko, co mnie otaczało legło w gruzach, bo rozpadł się zespół, który kochałam. Chemicy kształtowali mnie przez tyle czasu, a teraz okazało się, że gdybym ich nie usłyszała przypadkiem w radiu byłabym zwykła, szara jak ci wszyscy inni ludzie, których bezmyślnie mijamy na ulicy. A tak choć byłam czarna, to nie byłam smutna. Miałam jakiś cholerny powód, żeby wstać rano z łóżka i zrobić coś... A tak wychodzę, żeby zacząć po prostu myśleć o czymś innym. Jestem żałosna.
Avatar użytkownika
MechanicalAnimal
 
Posty: 4
Dołączył(a): 24 mar 2013, o 12:25
Lokalizacja: Miasto Kości

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Yulija » 25 mar 2013, o 18:18

Nie będę oryginalna i po raz kolejny powtórzę zwrot: "Jestem z nich dumna".
Od jakiegoś czasu czułam, że to wszystko idzie w złym kierunku. Nie myślałam jednak, że MCR może zakończyć działalność. Ta myśl była tak bardzo abstrakcyjna, nierealna... A jednak.
Myślę jednak, że mimo wszystko stało się dobrze. Jeśli oni będą przez to szczęśliwsi, jeśli będą mogli rozwinąć skrzydła w zupełnie nowych projektach, zajmą się rodzinami to i ja będę się czuła dobrze. Bo uzmysłowiłam sobie, że nie można robić pewnych rzeczy na siłę. Jakkolwiek nas fanów by to nie zabolało. Ich też to pewnie boli. Ale łudzę się, że czują się lepiej, że czują się wolni.
A muzyki nikt nam nie zabierze. Te wszystkie wspomnienia związane z tym zespołem, godziny spędzone na forum, analizowanie tekstów, oglądanie zdjęć z koncertów... To magia, która spłynęła i na mnie :)
Jestem im cholernie wdzięczna za to, że dzięki nim jestem tym kim jestem. Że nie pozwolili mi upaść. Że ich muzyka była przy mnie. Te wszystkie piękne przesłania, których tak bardzo potrzebowałam.
A teraz pozostaje mi mocno trzymać za nich kciuki i śledzić ich osobne projekty. Nie czuję się już oszukana, ani smutna. Czuję, że tak po prostu miało być.
Może pozwolę Ci byś ze mną budził się
Może powiem Ci jakie lubię wino
Może pozwolę Ci zapalić świeczkę
Gdy w pewną zimową noc
Zgaśnie światło...
Avatar użytkownika
Yulija
 
Posty: 282
Dołączył(a): 11 gru 2010, o 17:12

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Libri » 25 mar 2013, o 18:53

Po tym, co przeczytałam, mogę zaakceptować ich odejście.
Gee napisał do nas cudowny list. Nie mogłabym wyobrazić sobie lepszego pożegnania. Teraz mój smutek przerodził się w dumę, ale przede wszystkim, umocnił jeszcze moją miłość do My Chemical Romance.
Zawsze zastanawiałam się, co bym powiedziała chłopakom, gdybym miała możliwość się z nimi spotkać. I teraz już wiem. Byłoby to zwykłe: dziękuję.

Fajnie było tu z wami gawędzić na forum. ;-) Bez względu na wszystko, zawsze będę czuła się częścią naszej Chemicznej rodziny i to jest piękne. Dzięki za to.
Światło w tunelu, nadzieja ostatnia umiera
Dziś jeszcze raz zaczniemy budować od zera

Luxtorpeda Od zera
Avatar użytkownika
Libri
 
Posty: 84
Dołączył(a): 18 gru 2011, o 15:44

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez rockwolf » 25 mar 2013, o 19:20

List widziałem wczoraj wieczorem, jednak z powodu codziennych podróży do szkoły autobusem, w bardzo "przyjemnych" warunkach na 7:05, przełożyłem czytanie na dzisiaj. W gruncie rzeczy przykro mi że to już koniec tej przygody z mcr, jednak pragnę chłopakom podziękować że odchodzą z tym materiałem który jest, niż powielanym stylem na wielu płytach, co zrobią teraz marsy moim zdaniem, patrząc na najnowszy singiel... Ogólnie ten miesiąc jest dla mnie mega pechowy: boje się że nie zdam (zachciało mi się chodzenia do jednej z najlepszych szkół w kraju), zepsuły mi się słuchawki do komputera, telefon nie czyta mojej karty pamięci, a do tego koniec mojego ukochanego MCR :(.
Avatar użytkownika
rockwolf
 
Posty: 47
Dołączył(a): 21 lis 2010, o 10:02
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez nata99 » 25 mar 2013, o 19:22

Nie mam pojęcie co robić :-( Tak bardzo MCR było i będzie w moim sercu ważne a teraz uroniłam łzę nawet 2. Dlaczego ?!!!! Tak cieszyłam się że będzie MCR5 i może trasa koncertowa i przyjadą do Polski a wtedy moje marzenie się spełni ponieważ nie byłam na wcześniejszych a teraz !!! nawet nie ma co marzyc !!!!!!!!! To NIE FAIR - wiedziałam ze kiedyś przestaną istnieć ale nie tak szybko. Straszne .... Nie wiem zaraz się poryczę ... :cry: :cry: :cry: :cry:
KISS ME YOU ANIMAL !!!! ◕‿◠
Avatar użytkownika
nata99
 
Posty: 59
Dołączył(a): 10 mar 2012, o 10:17
Lokalizacja: Suwałki

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do News

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Google [Bot] i 4 gości

cron