Koniec My Chemical Romance

Najświeższe newsy o zespole.

Moderatorzy: Administratorzy, Starszy moderator, Moderatorzy

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez annie » 24 mar 2013, o 18:53

Dziekuje VoiceOfSilence :)

A co do tych samobojstw to rzeczywiscie straszne i mam nadzieje, ze wiecej nikt sie nie zabije :(
You will always be in my heart. Thank you!
Avatar użytkownika
annie
 
Posty: 31
Dołączył(a): 12 sty 2013, o 17:37
Lokalizacja: Warszawa

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez VoiceOfSilence » 24 mar 2013, o 18:59

MarchingBand napisał(a):Ja to odebrałam trochę inaczej. Może po prostu chcą mieć spokój, robić projekty, a potem wrócić? Mało prawdopodobne, ale mam nadzieję.

Ja to odebrałam tak samo. Tam jest wyraźnie napisane, że dlatego nie napisali, że robią sobie przerwę, bo przez to byśmy ciągle myśleli nad ich powrotem, więc woleli napisać, że to koniec, bo sami nie wiedzą zapewne kiedy wrócą. Na razie mają swoje projekty w szczególności w tych słowach chodziło o Franka i Gerarda, Frank ma zespoły, a Gerard komiksy.
Avatar użytkownika
VoiceOfSilence
 
Posty: 243
Dołączył(a): 26 sie 2011, o 20:45
Lokalizacja: Siedlce

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez The_only_hope_for_me » 24 mar 2013, o 19:48

A ja dalej popieram teorię konfliktu z wytwórnią.. Do tego wystarczy dodać życie osobiste i wyszedł koniec zespołu.
Ale to wszystko mi tak okropnie nie pasuje! Ten post jest oschły, zbyt oschły. I jeszcze ta cisza na tłitach chłopaków...
Zasiałam w sobie ziarnko nadziei, które rośnie i nie pozwala mi myśleć o najgorszym, a pewnie później będę tego żałowała. Jak to możliwe, że ja - zazwyczaj pesymistka - myślę tak pozytywnie w tej sytuacji? Jak ktoś z Was mnie kiedyś spotka na ulicy, błagam trzepnijcie mnie czymś mocno. Dalej staram się myśleć pozytywnie i że zespół powróci, nawet jeśli nie jako MCR, ale czytając inne wypowiedzi zdaję sobie sprawę, że przez moją głupotę mogę zacząć bardziej cierpieć.

Co do samobójstw jestem zaskoczona i ogromnie mi smutno z tego powodu...
Trzymajcie się Kochani!
XOXO
Avatar użytkownika
The_only_hope_for_me
 
Posty: 52
Dołączył(a): 27 paź 2012, o 10:34

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez UpadłyAnioł » 24 mar 2013, o 19:59

Byłam zdolna uwierzyć we wszystkie wasze teorie dotyczące wielkiego powrotu chłopaków za jakiś czas, ale jest jedna rzecz, która zdecydowanie nie pasuje. Podejmując decyzję o rozwiązaniu zespołu musieli być świadomi, że niektórzy ich fani mogą zacząć się okaleczać lub nawet popełniać samobójstwa. Nawet jeśli to info o 11 osobach jest plotką, to pośród tylu fanów z pewnością znajdzie się choć jeden, który coś sobie przez tą wiadomość zrobił. Więc to byłoby strasznie nieodpowiedzialne, poza tym to zabawa uczuciami fanów, za co osobiście skopałabym im tyłki.
Według mnie nawet jeżeli mają zamiar wrócić, to powinni napisać coś więcej, dać jakieś informacje. I najważniejsze - napisać cokolwiek, co odwiodłoby fanów od zrobienia sobie krzywdy.
Wasze teorie uważam za bardzo logiczne i prawdopodobne, ale ten argument nie daje mi spokoju.

A co do tego postu z drzwiami - skojarzyło mi się to ze słowami Morrisona: "Jest znane. I jest nieznane. A to, co je dzieli, to Drzwi...". Nie mówię, że to nawiązanie do jego słów, to mało prawdopodobne, ale jeśli wasze teorie by się potwierdził, to ten cytat by pasował :)
Avatar użytkownika
UpadłyAnioł
 
Posty: 1055
Dołączył(a): 5 paź 2010, o 19:51
Lokalizacja: Radomsko

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Sharp » 24 mar 2013, o 20:11

Mikey Way ‏@mikeyway 20s

I want to thank everybody who helped make the past 12 years an unforgettable journey for me. Family, friends and fans- Thank You

Tłit Majkiego, jakby ktoś nie posiadał. Pozdro Michał, dzięks za info, może coś więcej? :roll:

NO I DRUGI<WYJE>

Mikey Way ‏@mikeyway 20 s.

For the record, my relationship has absolutely nothing to do with what just happened. They are completely seperate
ЙОЛО
Avatar użytkownika
Sharp
Administrator
 
Posty: 5767
Dołączył(a): 14 kwi 2007, o 09:11
Lokalizacja: Łódź

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez ChemicalShadow » 24 mar 2013, o 20:14

Jeśli to ich makabryczny żart, to po prostu pojadę tam i ich wszystkich pobiję. Ale mam nadzieję, że wrócą... To, że Frank zakłada nowy zespół, dobiło mnie ostatecznie. ;_; Boję się, że więcej osób zechce popełnić samobójstwo z tego powodu...
Dziękuję za wszystko.
Avatar użytkownika
ChemicalShadow
 
Posty: 79
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:54
Lokalizacja: Lubelskie

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez ChemicalShadow » 24 mar 2013, o 20:16

Sharp napisał(a):Mikey Way ‏@mikeyway 20s

I want to thank everybody who helped make the past 12 years an unforgettable journey for me. Family, friends and fans- Thank You

Tłit Majkiego, jakby ktoś nie posiadał. Pozdro Michał, dzięks za info, może coś więcej? :roll:

NO I DRUGI<WYJE>

Mikey Way ‏@mikeyway 20 s.

For the record, my relationship has absolutely nothing to do with what just happened. They are completely seperate


Ten drugi tweet dobił mnie ostatecznie. i wszystkie chore teorie na nic... Szkoda tylko, że jedynie Mikey się odezwał, i to w dodatku po tak długim czasie... i jak tu nie mieć do nich żalu? :cry:
Dziękuję za wszystko.
Avatar użytkownika
ChemicalShadow
 
Posty: 79
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:54
Lokalizacja: Lubelskie

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez UpadłyAnioł » 24 mar 2013, o 20:19

Szczerze mówiąc, jeżeli mieliby zamiar wrócić, to myślę, że zrobiliby to tak, żeby nikt się nie zorientował. O to przecież chodzi w "niespodziankach"... Więc jeśli mają wrócić to mogą na siebie rzucać mięsem, żeby sprawiać wrażenie, że to niemożliwe. Dowiemy się za jakiś czas dopiero. Ale wątpię, żeby tak bawili się fanami.
Avatar użytkownika
UpadłyAnioł
 
Posty: 1055
Dołączył(a): 5 paź 2010, o 19:51
Lokalizacja: Radomsko

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez MarchingBand » 24 mar 2013, o 20:20

ChemicalShadow napisał(a):To, że Frank zakłada nowy zespół, dobiło mnie ostatecznie. ;_;


Ale z tego, co kojarzę to był już w tym zespole już wcześniej...A co do tweetów to mam bekę. :lol:
now we are the kids from yesterday.
Avatar użytkownika
MarchingBand
 
Posty: 219
Dołączył(a): 23 lip 2011, o 10:32

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Magma » 24 mar 2013, o 20:22

Mikey mnie dobił. To, że przestał udawać, że nie ma go na Twitterze i napisał, że nam dziękuje stawia teorie z żartem w sytuacji, w której się kończy.
Ok, ok. Dobra pisze, co piszą. Ale niech, kurcze, wreszcie napiszą dlaczego to zrobili, a nie co zrobili.
Można nie iść do szkoły z takiego (głupiego) powodu?
Every girl's dream is to have a guy call her at 3 am jus to say, "hey baby, I just wanted to tell you chceck the fucking website THEY'RE BACK."
Avatar użytkownika
Magma
 
Posty: 129
Dołączył(a): 3 sty 2013, o 15:42
Lokalizacja: Kalisz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez violqa » 24 mar 2013, o 20:24

VoiceOfSilence napisał(a):Annie ciężko streścić ten tekst, bo jest w nim wiele istotnych informacji, jednak spróbuje.
Więc najważniejsze informacje:
-Jeżeli chodzi o problemy z nazwą, to MCR niedawno chciało wydać utwór “Hell Hath No Fury” jako soundtrack do jednego z filmów, jednak nie wydali, bo przez kwestie prawne nie mogli podpisać się pod nim jako "My Chemical Romance" (tu mi się nasuwa porównanie kogoś z podpisami do TBP i DD, za czasów TBP widocznie mogli się podpisać jako band, no a za czasów DD jakieś kwestie prawne zabroniły im).
(...)
-Gerard wydał "ZeroZeroZero" jako "DannyTheStreet", bo nie pozwolono mu wydać tego pod własnym nazwiskiem (czyli nie może jakby tworzyć na własne konto, bo kontrakt z wytwórnią zabrania tego?)
Frank wydawał swoje piosenki pod swoim nazwiskiem, z czego wynika, że tylko Gerard nie może tworzyć własnych kompozycji na własną rękę, inna sprawa to współpraca np z Deadmau5, bo to właśnie współpraca, a nie jego własny utwór.
(...)


Jeśli to z wytwórnią to prawda, to Jezzu, co oni podpisali??!! Nie rozumiem, gdybym była artystą, źle bym się czuła ograniczając tak bardzo swoje prawa do tworzenia i to na dodatek pod moją samodzielnie wymyśloną nazwą, że o zakazie posługiwania się własnym nazwiskiem nie wspomnę...
W takiej sytuacji, nie zdziwiłabym się gdyby Twoja teoria okazała się być prawdziwą, bo są jakieś granice i możliwe, że w końcu w takiej sytuacji po prostu puściły im nerwy i postanowili nie tyle zakończyć działalność, lecz w pewien sposób zakończyć współpracę z wytwórnią.

Co do samobójstw, to smutne lecz z drugiej strony rozumiem ich, kilka lat temu sama pewnie myślałabym podobnie, dla większości z nich zapewne MCR było wszystkim co trzyma ich przy życiu...

Podobnie jak i Wy zastanawiam się, nad tym czy przewidzieli tego typu reakcje...

Magma: niekoniecznie można przecież żart umacniać tego typu postami, jeśli już miałby być to żart
Avatar użytkownika
violqa
 
Posty: 139
Dołączył(a): 18 mar 2009, o 23:53
Lokalizacja: Myślenice

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez fucking.gloom » 24 mar 2013, o 20:30

Mikey.




Dobiles mnie tym... I to nieźle.
2001 - forever...
Avatar użytkownika
fucking.gloom
 
Posty: 49
Dołączył(a): 17 sty 2013, o 13:59
Lokalizacja: Zielona Gora

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez ParanoiaViolence » 24 mar 2013, o 20:31

To nie jest głupi żart. Trzeba się z tym pogodzić. I mam tylko nadzieję, że jeszcze kiedyś powrócą.
ParanoiaViolence
 
Posty: 10
Dołączył(a): 16 lut 2013, o 16:23

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez The_only_hope_for_me » 24 mar 2013, o 20:39

Mikey co prawda nie wniósł nic nowego, ale jako JEDYNY cokolwiek napisał. Cieszy mnie to.
Tylko co się do jasnej cho..inki stało?! Umręumręumrę.
Sama siebie nie poznaję - przechodzę chwilowe załamki i chwile radości i nadziei.

A tak oto prezentuje się Frank w zespole DEATH SPELLS
http://www.alterthepress.com/2013/03/my-chemical-romances-frank-iero-starts.html
:shock:
Avatar użytkownika
The_only_hope_for_me
 
Posty: 52
Dołączył(a): 27 paź 2012, o 10:34

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Little Susie » 24 mar 2013, o 20:41

Jestem załamana i smutna, to oczywiste, ale przede wszystkim mam do nich żal. Po tylu latach zakończyć wszystko 85 słowami? To po prostu okrutne.

Wiem jednak, że w głębi serca zawsze będę wyczekiwać reaktywacji i nigdy nie pozbędę się nadziei, że pewnego dnia się jej doczekam.
Time grabs you by the wrist, directs you where to go.
So make the best of this test, and don't ask why.
It's not a question, but a lesson learned in time.
Avatar użytkownika
Little Susie
 
Posty: 269
Dołączył(a): 22 wrz 2010, o 14:28
Lokalizacja: Krotoszyn, Wlkp./Kraków

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez VoiceOfSilence » 24 mar 2013, o 20:47

http://twitpic.com/ce3pfj
Poza tym Frank jakoś 14 marca napisał na swojej stronie coś w stylu "Cokolwiek powiem, to i tak będę miał kłopoty".
Powiem jedno, jestem prawie pewna, że to wina wytwórni. Przez strach przed problemami z wytwórnią nie dostaliśmy wyjaśnień na stronie zespołu, przez to nie mamy wyjaśnień, bo jak się ktoś wygada, że to przez wytwórnie, to będzie miał kłopoty, bo zniszczy im poniekąd wizerunek.
Avatar użytkownika
VoiceOfSilence
 
Posty: 243
Dołączył(a): 26 sie 2011, o 20:45
Lokalizacja: Siedlce

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Maru2703 » 24 mar 2013, o 20:49

Te samobójstwa, to bardzo smutna wiadomość. Ale...
Rozumiem. Gdyby nie MCR, nie byłoby mnie tutaj. Ale, to właśnie ten zespół pomógł mi inaczej spojrzeć na świat. Znalazłam świetnych przyjaciół, stałam się silniejsza. I pewnie, mogłabym popełnić samobójstwo z powodu rozpadu, ale nie chcę. Bo MCR może wrócić, bo nareszcie nauczyłam się być szczęśliwą, bo obiecałam. Przyrzekłam temu zespołowi, że nieważne co się stanie, będę żyć.
Smutna wiadomość, że nie wszystkim chłopcy dali taką siłę. Mam nadzieję, że już więcej samobójstw nie będzie.

A ja mimo wszelkich znaków będę mieć nadzieję. Że przemyślą sobie wszystko i kiedyś wrócą.
Ostatnio edytowano 24 mar 2013, o 20:50 przez Maru2703, łącznie edytowano 1 raz
Maru2703
 

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez MarchingBand » 24 mar 2013, o 20:50

Mi jest jedynie przykro, że odprawili nas z kilkoma zdaniami, jakby te 12 lat kompletnie nic nie znaczyły.
now we are the kids from yesterday.
Avatar użytkownika
MarchingBand
 
Posty: 219
Dołączył(a): 23 lip 2011, o 10:32

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez fucking.gloom » 24 mar 2013, o 20:54

Odkad pierwszy raz ich usłyszałam - zakochałam się.
Tak, uważam się za prawdziwego fana, tak Gerard jest moim idolem, wzorem do naśladowania i naprawdę bardzo tego człowieka podziwiam...

Dziękuję im za wszystko, za to ze każdy tekst po kolei do mnie trafiał, w trudnych chwilach to ich kawałków słuchałam.

Dzięki nim poznałam kilka niezwykłych osób, gdy z jedna z nich się rozstawalam to właśnie ich słuchałam, paradoks, co?
Poznałam też moją najlepszą przyjaciółkę - Darie.


Obiecałam coś Gerardowi i mam zamiar słowa dotrzymać ;-)
2001 - forever...
Avatar użytkownika
fucking.gloom
 
Posty: 49
Dołączył(a): 17 sty 2013, o 13:59
Lokalizacja: Zielona Gora

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez DeathTransistor » 24 mar 2013, o 21:03

Tweet Mikeya mnie... Dobił... Nie zniszczył całej nadzieji ale dobił... Ale w sumie to cieszę się że przynajmniej ON coś napisał... Reszta by mogła podnieść cztery litery i napisać coś w stylu "nie smudźcie się"... Jeśli jednak to tylko taki żart to osobiście ich znajdę i nawrzeszczę jacy oni są podli, bawiąc się naszymi uczuciami! Dołącza się ktoś? ;D

Sprawa samobójstw mnie martwi...
Zebra może być bardzo miła, ale jesli ją wkurzysz, może być niesympatycznie
Avatar użytkownika
DeathTransistor
 
Posty: 16
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:33
Lokalizacja: Bolesławiec

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Magma » 24 mar 2013, o 21:09

DeathTransistor napisał(a):Tweet Mikeya mnie... Dobił... Nie zniszczył całej nadzieji ale dobił... Ale w sumie to cieszę się że przynajmniej ON coś napisał... Reszta by mogła podnieść cztery litery i napisać coś w stylu "nie smudźcie się"... Jeśli jednak to tylko taki żart to osobiście ich znajdę i nawrzeszczę jacy oni są podli, bawiąc się naszymi uczuciami! Dołącza się ktoś? ;D

Sprawa samobójstw mnie martwi...


Jeden mądry... W każdym razie- ja się dołączam. Chociaż zwątpiłam już w to, że to może być żart. To za bardzo prawdziwe się zrobiło. Nie, nie wierzę. <wyje> Kwestia czasu i myślę, że dowiemy się o co tak na prawdę chodzi. Możemy przynajmniej wykreślić Sarah z listy podejrzanych. No chyba, że Mikey też kłamie, ale w to wątpię.

Co do samobójstw- chłopaki mogli to przewidzieć, bo to przecież oczywiste. Może nie przemyśleli tej sprawy, a może nie pomyśleli o konsekwencjach. Ale te oschłe zdania... To m nie pasuje. Nic mi nie pasuje.
Every girl's dream is to have a guy call her at 3 am jus to say, "hey baby, I just wanted to tell you chceck the fucking website THEY'RE BACK."
Avatar użytkownika
Magma
 
Posty: 129
Dołączył(a): 3 sty 2013, o 15:42
Lokalizacja: Kalisz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez DeathTransistor » 24 mar 2013, o 21:28

Magma napisał(a):
DeathTransistor napisał(a):Tweet Mikeya mnie... Dobił... Nie zniszczył całej nadzieji ale dobił... Ale w sumie to cieszę się że przynajmniej ON coś napisał... Reszta by mogła podnieść cztery litery i napisać coś w stylu "nie smudźcie się"... Jeśli jednak to tylko taki żart to osobiście ich znajdę i nawrzeszczę jacy oni są podli, bawiąc się naszymi uczuciami! Dołącza się ktoś? ;D

Sprawa samobójstw mnie martwi...


Jeden mądry... W każdym razie- ja się dołączam. Chociaż zwątpiłam już w to, że to może być żart. To za bardzo prawdziwe się zrobiło. Nie, nie wierzę. <wyje> Kwestia czasu i myślę, że dowiemy się o co tak na prawdę chodzi. Możemy przynajmniej wykreślić Sarah z listy podejrzanych. No chyba, że Mikey też kłamie, ale w to wątpię.

Co do samobójstw- chłopaki mogli to przewidzieć, bo to przecież oczywiste. Może nie przemyśleli tej sprawy, a może nie pomyśleli o konsekwencjach. Ale te oschłe zdania... To m nie pasuje. Nic mi nie pasuje.

No to jest nas dwoje ^^ Szczerze to ja nie wiem już co jest podejrzane, teoretyczne itp. Poprostu już nie wiwm. Nie wydaje mi się, żeby Mikey kłamał. Nie miał by po co. Jeśli chcą stracić fanów to nogli by to zrobić w inny sposób. Choć sama nie wiem po co by to robili. Ten cały koniec zespołu do mnie jakoś... Nie przemawia. Intuicja podpowiada mi że to nie koniec. A ja ufam swojej intuicjii.

Chemiczni napewno wiedzieli o konsekwencjach tego czynu. Irytuje mnie ich obojętność na to... Tracą u mnie punkty... -,-
Zebra może być bardzo miła, ale jesli ją wkurzysz, może być niesympatycznie
Avatar użytkownika
DeathTransistor
 
Posty: 16
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:33
Lokalizacja: Bolesławiec

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez fucking.gloom » 24 mar 2013, o 21:38

Kurcze... No na prawde cos mi tu nie gra, mogliby chociaz przed tym zakonczeniem dzialalnosci pokazac, ze faktycznie cos nie tak sie dzieje, a nie z tad ni z owad..


To nie w ich stylu...
2001 - forever...
Avatar użytkownika
fucking.gloom
 
Posty: 49
Dołączył(a): 17 sty 2013, o 13:59
Lokalizacja: Zielona Gora

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez rockwolf » 24 mar 2013, o 21:47

Szczerze bym dał chłopakom na pewien czas spokój, bo nie wiemy z czym może być zamieszana ta sprawa z końcem chemików,a byśmy nie chcieli przecież aby przez naszą wścibskość chłopacy mieli problemy? I mam tu na myśli illuminati ;/.
Avatar użytkownika
rockwolf
 
Posty: 47
Dołączył(a): 21 lis 2010, o 10:02
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez fucking.gloom » 24 mar 2013, o 22:01

rockwolf napisał(a):Szczerze bym dał chłopakom na pewien czas spokój, bo nie wiemy z czym może być zamieszana ta sprawa z końcem chemików,a byśmy nie chcieli przecież aby przez naszą wścibskość chłopacy mieli problemy? I mam tu na myśli illuminati ;/.



Mam im to za zle, ze nie powiedzieli, ale najwidoczniej maja ku temu powody, wystarczy tylko czekac, co bedzie dalej...
2001 - forever...
Avatar użytkownika
fucking.gloom
 
Posty: 49
Dołączył(a): 17 sty 2013, o 13:59
Lokalizacja: Zielona Gora

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez violqa » 24 mar 2013, o 22:26

Iluminati czy wytwórnia czy jeszcze ktoś inny, nie ważne, i ja mam wrażenie, że coś lub ktoś nie pozwala im tego wyjaśnić do końca.
Czuję, że oni jednak doskonale zdają sobie sprawę jak wiele emocji tym wywołali, jak czujemy się my i bardzo możliwe, że zdają sobie sprawę, że ktoś mógł popełnić aż tak drastyczne kroki.
Jeśli to co myślę to prawda to szkoda mi ich, jeśli zaś naprawdę jest to nie śmieszny lecz makabryczny żart, to postąpili co najmniej mocno nieodpowiedzialne, lecz znając ich przeszłość, a zwłaszcza Gerarda uważam, że nie odważyliby się żartować ani promować się w taki sposób. Wierzę że doskonale zdają sobie sprawę jaką rolę pełnią i kim są dla fanów, to jak wiele dla nich znaczą.
Avatar użytkownika
violqa
 
Posty: 139
Dołączył(a): 18 mar 2009, o 23:53
Lokalizacja: Myślenice

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez kasztanaustralijski » 24 mar 2013, o 23:45

Nie wiem, co napisać. Nie wiem, jak wyrazić swoje emocje. Dawno nikt nie skrzywdził mnie tak bardzo. Oczywiście szanuję ich decyzję.
Have you heard the news that you're dead?
kasztanaustralijski
 
Posty: 13
Dołączył(a): 25 paź 2012, o 22:37
Lokalizacja: Katowice

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez kalynaa » 25 mar 2013, o 00:43

miałam zamiar tu dopisać moje zdanie o teoriach spiskowych, o tym, co mcr mi dało. ale wychodzi na to, że już chyba nie mogę..Gerard właśnie zatłitował i...chyba dostaliśmy to wytłumaczenie i pożeganie, którego tak nam brakowało. no i to już koniec. nie ma ale.

A Vigil, On Birds and Glass.

I woke up this morning still dreaming, or not fully aware of myself just yet. The sun poked through the windows, touching my face, and then a deep sadness overcame me, immediately, bringing me to life and realization- My Chemical Romance had ended.
I walked downstairs to do the only thing I could think of to regain composure-
I made coffee.
As the drip began, in that kind of silence that only happens in the morning, and being the only one awake, I stepped outside my home, leaving the door open behind me. I looked around and began to breathe. Things looked to be about the same- a beautiful day.
As I turned to step back into the house I heard sound from within, a chirp and a rustle. And I noticed a small brown bird had flown into the library. Naturally, I panicked. I knew I had to see the bird to safety and I knew I had to retain the order of things in our home, and he very well couldn’t take up residency with us. I chased him (still assuming he was a he) into my office, where I have these very large windows.
Just then, and luckily, I heard Lindsey’s footsteps coming down the stairs, and naturally being composed as she is, she grabbed a blanket and stepped into the office. He was impossible to catch, and I began to open the windows, via Lindsey’s direction, only to find out they were screened. The bird began to fly into the glass, over and over and in all different directions.
Smack.
Smack.
Smack!
I heard another set of footsteps, Bandit’s, running down the stairs in anticipation of the new day. Her entrance into the situation caused just the right amount of chaos (she was very excited to meet the bird) and we found ourselves chasing the bird into the living room. Knowing that this where it could potentially get sticky, being the high ceilings and the beams to perch on, I opened the front door as Lindsey did her best to encourage our new friend out the door. After some coaxing, flying, chirping, a wrong turn back into the library and a short goodbye to Bandit, he simply hopped out the front door- taking off on the fifth leap.
We cheered.
I was no longer sad.
I didn’t realize it, but I stopped being sad the minute that bird had come into my life, because there was something that needed doing, a small vessel to aid and an order to keep. I closed the door. I decided to write the letter I always knew I would.

It is often my nature to be abstract, hidden in plain sight, or nowhere at all. I have always felt that the art I have made (alone or with friends) contains all of my intent when executed properly, and thus, no explanation required. It is simply not in my nature to excuse, explain, or justify any action I have taken as a result of thinking it through with a clear head, and in my truth.
I had always felt this situation involving the end of this band would be different, in the eventuality it happened. I would be cryptic in its existence, and open upon its death.

The clearest actions come from truth, not obligation. And the truth of the matter is that I love every one of you.
So, if this finds you well, and sheds some light on anything, or my personal account and feelings on the matter, then it is out of this love, mutual and shared, not duty.
Love.
This was always my intent.

My Chemical Romance: 2001-2013

We were spectacular.
Every show I knew this, every show I felt it with or without external confirmation.
There were some clunkers, sometimes our secondhand gear broke, sometimes I had no voice- we were still great. It is this belief that made us who we were, but also many other things, all of them vital-
And all of the things that made us great were the very things that were going to end us-

Fiction. Friction. Creation. Destruction. Opposition. Aggression. Ambition. Heart. Hate. Courage. Spite. Beauty. Desperation. LOVE. Fear. Glamour. Weakness. Hope.

Fatalism.

That last one is very important. My Chemical Romance had, built within its core, a fail-safe. A doomsday device, should certain events occur or cease occurring, would detonate. I shared knowledge of this “flaw” within weeks of its inception.
Personally, I embraced it because, again, it made us perfect. A perfect machine, beautiful, yet self aware of it’s system. Under directive to terminate before it becomes compromised. To protect the idea- at all costs. This probably sounds like something ripped from the pages of a four-color comic book, and that’s the point.
No compromise. No surrender. No fucking shit.

To me that’s rock and roll. And I believe in rock and roll.

I wasn’t shy about who I said this to, not the press, or a fan, or a relative. It’s in the lyrics, it’s in the banter. I often watched the journalists snicker at mention of it, assuming I was being sensational or melodramatic (in their defense I was most likely dressed as an apocalyptic marching-band leader with a tear-away hospital gown and a face covered in expressionist paint, so fair enough).
I’m still not sure if the mechanism worked correctly, because it wasn’t a bang but a much slower process. But still the same result, and still for the same reason-

When it’s time, we stop.

It is important to understand that for us, the opinion on whether or not it is in fact time does not transmit from the audience. Again, this is to protect the idea for the benefit of the audience. Many a band have waited for external confirmation that it is time to hang it up, via ticket sales, chart positioning, boos and bottles of urine- input that holds no sway for us, and often too late when it comes anyway.

You should know it in your being, if you listen to the truth inside you. And voice inside became louder than the music.

<At this point, I take a break to receive a visit from old friends, all of which were instrumental in some way to the beginnings of the band. We talk about the old days, and we talk about music, we talk about new things. We laugh and drink diet soda. We say goodbyes, I go to bed, to resume my letter in the morning, which is->

Now-
There are many reasons My Chemical Romance ended. The triggerman is unimportant, as was always the messengers- but the message, again as always, is the important thing. But to reiterate, this is my account, my reasons and my feelings. And I can assure you there was no divorce, argument, failure, accident, villain, or knife in the back that caused this, again this was no one’s fault, and it had been quietly in the works, whether we knew it or not, long before any sensationalism, scandal, or rumor.

There wasn’t even a blaze of glory in a hail of bullets…

I am backstage in Asbury Park, New Jersey. It is Saturday, May 19th, 2012 and I am pacing behind a massive black curtain that leads to the stage. I feel the breeze from the ocean find its way around me and I look down at my arms, which are covered in fresh gauze due to a losing battle with a heat rash, which had been a mysterious problem in recent months. I am normally not nervous before a show but I am certainly filled with angry butterflies most of the time. This is different- a strange anxiety jetting through me that I can only imagine is the sixth sense one feels before their last moments alive. My pupils have zeroed-out and I have ceased blinking. My body temperature is icy.
We get the cue to hit the stage.

The show is… good. Not great, not bad, just good. The first thing I notice take me by surprise is not the enormous amount of people in front of us but off to my left- the shore and the vastness of the ocean. Much more blue than I remembered as a boy. The sky is just as vibrant. I perform, semi-automatically, and something is wrong.
I am acting. I never act on stage, even when it appears that I am, even when I’m hamming it up or delivering a soliloquy. Suddenly, I have become highly self-aware, almost as if waking from a dream. I began to move faster, more frantic, reckless- trying to shake it off- but all it began to create was silence. The amps, the cheers, all began to fade.

All that what left was the voice inside, and I could hear it clearly. It didn’t have to yell- it whispered, and said to me briefly, plainly, and kindly- what it had to say.

What it said is between me and the voice.

I ignored it, and the following months were full of suffering for me- I hollowed out, stopped listening to music, never picked up a pencil, started slipping into old habits. All of the vibrancy I used to see became de-saturated. Lost. I used to see art or magic in everything, especially the mundane- the ability was buried under wreckage.

Slowly, once I had done enough damage to myself, I began to climb out of the hole. Clean. When I made it out, the only thing left inside was the voice, and for the second time in my life, I no longer ignored it- because it was my own.

There are many roles for all of us to play in this ending. We can be well-wishers, ill-wishers, sympathizers, vilifiers, comedians, rain clouds, victims-

That last one, again, is important. I have never thought myself a victim, nor my comrades, nor the fans- especially not the fans. For us to adopt that role right now would legitimize everything the tabloids have tried to name us. More importantly, it completely misses the point of the band. And then what have we learned?

With honor, integrity, closure, and on no one’s terms but our own- the door closes.

And another opens-

This morning I awoke early. I quickly brushed my teeth, threw on some baggy jeans, and hopped in my car. I gently sped down the 405 through the morning fog to a random parking lot in Palo Verde, where I was to meet a nice gentleman named Norm. He was older, and a self-proclaimed “hippie” but he also had the energy of Sixteen year old in a garage-rock band. The purpose of the meeting was the delivery of an amplifier into my possession. I had recently purchased the amp from him and we both agreed that shipping would jostle the tubes- so he was kind enough to meet me in the middle.
A Fender Princeton Amp from 1965, non reverb. A beautiful little device.

He showed me the finer points, the speaker, the non-grounded plug, the original label and the chalk mark of the man or woman who built it-

“This amp talks.” he said.
I smiled.
We got coffee, talked about gold-foil pickups and life. We sat in the car and played each other music we had made. We parted ways, promising to stay in touch, I drove home.

When I wanted to start My Chemical Romance, I began by sitting in my parent’s basement, picking up an instrument I had long abandoned for the brush- a guitar. It was a 90’s Fender Mexican Stratocaster, Lake Placid Blue, but in my youth I had decided it was too clean and pretty so I beat it up, exposing some of the red paint underneath the blue- the color it was meant to be. Adding a piece of duct tape on the pick guard, it felt acceptable. I plugged this into a baby Crate Amp with built in distortion and began the first chords of Skylines and Turnstiles.

I still have that guitar, and it’s sitting next to The Princeton.
He has a voice, and I would like to hear what it has to say.

In closing, I want to thank every single fan. I have learned from you, maybe more than you think you’ve learned from me. My only regret is that I am awful with names and bad with goodbyes. But I never forget a face, or a feeling- and that is what I have left from all of you.
I feel Love.

I feel love for you, for our crew, our team, and for every single human being I have shared the band and stage with-

Ray. Mikey. Frank. Matt. Bob. James. Todd. Cortez. Tucker. Pete. Michael. Jarrod.

Since I am bad with goodbyes. I refuse to let this be one. But I will leave you with one last thing-

My Chemical Romance is done. But it can never die.
It is alive in me, in the guys, and it is alive inside all of you.
I always knew that, and I think you did too.

Because it is not a band-
it is an idea.

Love,
Gerard

płaczę, po prostu płaczę. znowu. przez dzisiejszy dzień byłam wypełniona nadzieją, że to może jakieś kłótnia, jakaś rzeczywiście siła wyższa. ale wychodzi na to, że nie.
nie mogę w to uwierzyć. nie wiem, co mam napisac. po półtora roku...to nie powinno się tak kończyć.
nie wiem, czy wyskoczą z jakimś nowym zespołem. nie wydaje mi się. w każdym razie MCR będzie zawsze najważniejszy, bo...bo oni zmienili wszystko.
ale powiem wam tyle, nie możemy się załamywać. nie możemy się zabijać, ciąć, rzeczy tego typu...to nie to chcieli nam przekazać. My Chemical Romance nauczyło nas, że nie można się poddawać. ich muzyka będzie z nami zawsze, nieważne co by się działo.
stay strong, MCRmy.
Myśl mózgiem, nie dupą ~Grzywa ♥

MCR, THANK YOU FOR EVERYTHING.
Avatar użytkownika
kalynaa
 
Posty: 111
Dołączył(a): 18 lut 2012, o 13:48
Lokalizacja: Podkarpacie/ NYC

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Martinho » 25 mar 2013, o 03:21

Aż ciężko opisać to co teraz czuję... pustka to chyba najbliższe temu słowo, ale nie oddaje do końca mojego stanu. Czuję się, jakby umarła część mnie, jakbym stracił bezpowrotnie kogoś bliskiego...
"I've been around since 1988. I'm not fucking Justin Bieber you motherfuckers!" xD
Avatar użytkownika
Martinho
 
Posty: 18
Dołączył(a): 29 maja 2011, o 20:56
Lokalizacja: Kwidzyn/Gdańsk

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez rape death † » 25 mar 2013, o 10:37

Na początku listu - ZAŁAMANIE. Na końcu - POCIESZENIE i NADZIEJA.

Nie mogę się pogodzić z tym, że nie usłyszę już nowych utworów My Chemical Romance. Byli, Są i Będą moim pierwszym ukochanym zespołem, który "sprowadził" mnie na ten świat i pokazał rzeczywistość, uratował mi i innym życie.
Zawsze też pozostaje nadzieja, że wrócą.
Przecież to MY CHEMICAL ROMANCE! Nie byle jaki zespół.
Teraz jestem już spokojna i z czystym sumieniem mogę napisać, że dla mnie też teraz "otwarły się nowe drzwi".
Na zakończenie dodam, że Oni zawsze będą przy mnie.
Bez nich nie dam rady w życiu i bez ludzi, których nie poznałabym dzięki MyChem.
Kocham Was.
Everybody gets depressed.
It's totally normal.
Avatar użytkownika
rape death †
 
Posty: 11
Dołączył(a): 26 lip 2012, o 09:26
Lokalizacja: Newark

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do News

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron