Koniec My Chemical Romance

Najświeższe newsy o zespole.

Moderatorzy: Administratorzy, Starszy moderator, Moderatorzy

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez ChemicalShadow » 25 mar 2013, o 19:39

Magma napisał(a): Boję się, że o nich zapomnę. Że się zmienię. :cry:


Ja też strasznie się tego boję. Przeraża mnie to, jak rzeczy, które były kiedyś dla mnie ważne, tracą znaczenie. Boję się, że w tym przypadku też tak będzie, że zapomnę i moja miłość umrze, a potem będę tylko wspominała, jaka głupia byłam, że płakałam i rozpaczałam. To byłoby tak okropne, że trudno mi to pojąć. Ale czasem mam chwile, w których jestem pewna, że będę pamiętać. Ponieważ prawdziwa miłość nie umiera. A ja ich kocham, kocham to wszystko, co dla mnie uczynili. Zostaną na zawsze w moim sercu.
Dziękuję za wszystko.
Avatar użytkownika
ChemicalShadow
 
Posty: 79
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:54
Lokalizacja: Lubelskie

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez chemiczna15 » 25 mar 2013, o 19:43

nata99 napisał(a):Nie mam pojęcie co robić :-( Tak bardzo MCR było i będzie w moim sercu ważne a teraz uroniłam łzę nawet 2. Dlaczego ?!!!! Tak cieszyłam się że będzie MCR5 i może trasa koncertowa i przyjadą do Polski a wtedy moje marzenie się spełni ponieważ nie byłam na wcześniejszych a teraz !!! nawet nie ma co marzyc !!!!!!!!! To NIE FAIR - wiedziałam ze kiedyś przestaną istnieć ale nie tak szybko. Straszne .... Nie wiem zaraz się poryczę ... :cry: :cry: :cry: :cry:


Podpisuję się pod tym, miałam taką wielką nadzieję, że znów przyjadą do Polski, spełnie swoje marzenie. Ale niestety to musi zostać tylko marzeniem. Od ciągłego płaczu bolą mnie oczy, czuję jakbym "straciła" cząstkę siebie, taką pustkę w środku. Z MCR mam tyle wspomnień, tyle pięknych chwil z nimi wiążę. Ale nie mogę się załamywać. Cóż, dziękuję MCR za piękne chwile za te 6 lat. Na zawsze pozostaniecie w moim sercu.
Did i ever tell you the definition of "Insanity"?
Obrazek
Avatar użytkownika
chemiczna15
 
Posty: 135
Dołączył(a): 20 mar 2011, o 16:27
Lokalizacja: Wałbrzych

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez anemic_royalty » 25 mar 2013, o 20:36

Przy Waszych wypowiedziach moja zabrzmi lakonicznie, głupio i po prostu okropnie, ale lubiłam MCR przede wszystkim za to, że pasowali mi podczas pieszych podróży. Lubiłam, kiedy gdzieś szłam, wcisnąć sobie słuchawki w uszy, po czym włączałam sobie jakąś ich piosenkę, a jej rytm zawsze pasował do mojego kroku. I wiecie co? Podobało mi się to! To nie tak, że nie doceniałam tych piosenek, że nie zagłębiałam się w ich tekst, głębszy przekaz. Znałam wszystkie piosenki na pamięć, ale wyuczyłam się ich przede wszystkim właśnie w takich sytuacjach; kiedy sobie gdzieś akurat szłam. Było mi z nimi raźniej i weselej, patrzyłam na świat o wiele pozytywniej, uśmiechałam się do siebie, jak głupia. Poprawiali mi humor, za każdym razem. Czułam się szczęśliwa, tak sobie idąc, ale Chemicy towarzyszyli mi w dużej części mojego dnia, nie tylko w owych spacerach. W sumie te spacery też są taką alegorią mojej podróży przez ostatnie kilka lat z nimi. Podróży przez piosenki, przez ich przemiany na przestrzeni lat, zmianę image'u z każdą płytą. Zaskakiwali mnie, inspirowali, bawili, motywowali. Może nie byli moim ulubionym zespołem, ale coś wnosili do mojego życia, taką malutką cząstkę, ale dość istotną. Rozpadli się - szkoda, liczyłam na nową płytę. Poza tym miałam nadzieję na koncert. Na Orange nie pojechałam, bo wmówiłam sobie, że wrócą. Cóż, teraz już wiem, że tak się nie stanie.
Avatar użytkownika
anemic_royalty
 
Posty: 36
Dołączył(a): 9 wrz 2012, o 20:33
Lokalizacja: Bydgoszcz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Kameleon » 25 mar 2013, o 20:54

My chemical romance jest, a raczej był jednym z moich ulubionych zespołów. To było pierwsze spotkanie z muzyką. Dzięki niemu otwarłam się na rocka. To była moja pierwsza miłość. Mimo tego, że to uczucie z biegiem czasu przygasało, to wciąż czuję do niego pewien sentyment. No cóż, taka jest kolej rzeczy, jeżeli coś się zaczyna, to i musi się skończyć.
Ta wiadomość była dla mnie, jak dla wszystkich wielkim zaskoczeniem, ale po przeczytaniu listu od Gerarda (tym zachowaniem niesamowicie zaplusował w moich oczach) coś we mnie tak jakby pękło i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę, że zespół rzeczywiście się rozpadł. Wyobrażam sobie co oni muszą czuć, jakie to są emocje. W końcu to jedna z najpoważniejszych decyzji w ich życiu.
Chyba po raz pierwszy od kilku miesięcy włączyłam ich płytę.
Dziękuję im. Za muzykę.
"Żyjemy w czasach satysfakcji, kruchej więzi i modnej empatii."
Avatar użytkownika
Kameleon
 
Posty: 67
Dołączył(a): 9 lip 2011, o 20:21
Lokalizacja: Bielsko- Biała

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez tucha_killjoy » 25 mar 2013, o 21:04

Myślałam o tym (jakbym wcale nie robiła tego od soboty) i właściwie to dobrze (nie wierze, że to pisze), że tak się stało. Skoro w pewien sposób nie przynosiło to już chłopakom radości, nie było dla nich tych samym. Nie byłoby to dobre dla nas, a w szczególności dla nich jeżeli My Chem trwałoby na siłe. Nigdy nie chciałbym, aby mój ulubiony zespół męczył się robiąc coś co mnie, ich fance, miałoby przynosić radość (chociaż nie byłoby to dla mnie przyjemnością, jeżeli nie byłoby nią dla nich), a byłoby to coś niezgodnego z ich przekonaniami i ideami. A do tego powrót Gee do starych nawyków o czym pisał w liście. To nie byłoby fair w stosunku do nikogo.
Oni nadal będą istnieć osobno, a dla nas na zawsze razem jako nasze jedyne i niepowtarzalne My Chemical Romance.
Troche pokręcony ten post, ale wyraża to co czuje w tej chwili. Chyba powoli dociera do mnie, że to koniec.
Ostatnio edytowano 26 mar 2013, o 14:57 przez tucha_killjoy, łącznie edytowano 1 raz
`Because it is not a band-
it is an idea.`
Avatar użytkownika
tucha_killjoy
 
Posty: 4
Dołączył(a): 4 mar 2013, o 15:07

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez AubergineKid » 25 mar 2013, o 22:55

Cóż mogę powiedzieć...Dzięki, Gerard. Dzięki za list. Nadal jest mi smutno, ale po lekturze tych wszystkich słów czuję się jakby lżejsza. MCR, byłam z Wami dość krótko, niemniej jednak wystarczająco długo, żebyście zdążyli zamieszać w moim życiu. Po okresie tupania nogami w rytm Waszej muzyki przyjdzie czas uspokojenia i ciszy, którą, jak czuję, powinnam wypełnić czymś sensownym. I będę próbować, każdego dnia!

Podoba mi się, w jaki sposób Gerard wyjaśnia całą sprawę. Bez śladu oskarżeń, sarkazmu czy złośliwości-pisze po prostu o swoich uczuciach i spostrzeżeniach, bez zbędnych ocen. Czytając list na twitterze, z każdą linijką uświadamiałam sobie coraz bardziej, za co pokochałam tego człowieka i całe MCR.

Idea trwa.
I am not afraid to keep on living, I am not afraid to walk this world alone
Avatar użytkownika
AubergineKid
 
Posty: 25
Dołączył(a): 13 sie 2012, o 14:08

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Bulletproof Zombie » 26 mar 2013, o 11:03

Ogarnęłam się już w miarę, więc wypadałoby coś napisać... Gdy dowiedziałam się o rozpadzie MCR, to był szok. Zwyczajny szok. Wiedziałam, że nadejdzie taki dzień, kiedy wszystko się skończy, ale kompletnie nie spodziewałam się, że stanie się to teraz, tak szybko. W końcu mieli wydać nową płytę, a potem ruszyć w trasę, na którą bardzo czekałam. A ta wiadomość uderzyła tak nagle. Ostatnie kilka dni były jednymi z najcięższych, jakie przeżyłam, daję słowo. Od soboty nie ma nocy, podczas której nie wylałabym tony łez, przez co teraz mam spuchnięte oczy, ale mniejsza. Czuję... Nawet nie bardzo potrafię opisać, jak beznadziejnie się czuję. Smutek, przygnębienie, okropny ból, rozpacz, pustka, to mi teraz przychodzi do głowy. Tak, szczególnie ta pustka, OGROMNA pustka. Czuję się, jakby część mnie umarła, jakby odebrano mi bardzo znaczącą część mojego życia. W sumie jak nad tym pomyśleć, to właśnie tak się stało... Tyle rzeczy kojarzy mi się w tym momencie z zespołem. Powróciły wszystkie wspomnienia, a oglądając zdjęcia, koncerty, słuchając piosenek nie potrafię dopuścić do siebie myśli, że to już koniec. Po prostu jak na razie nie chce to do mnie dotrzeć. Wiem, że w końcu będę musiała się z tym pogodzić, ale potrzebuję trochę czasu. W końcu nie codziennie rozpada się twój ulubiony, najukochańszy zespół, co nie.
Z drugiej strony list Gerarda w jakiś sposób mnie uspokoił, jak pewnie większość z Was z tego co czytam. Jego szczerość i to wyznanie, jak bardzo nas kocha spowodowały u mnie jeszcze większy wodospad łez, ale w pewnym sensie poczułam radość i dumę. Radość i dumę z tego wszystkiego, co przeżyłam, odkąd stałam się częścią MCRmy. Tak, śmiało mogę powiedzieć, że My Chem było najlepszym, co mnie dotąd w życiu spotkało. Nie żałuję ani chwili spędzonej na byciu fanką tego zespołu, wszystko było warte przeżycia. Każda zakupiona płyta, każda poznana osoba, każda nieprzespana noc spędzona na słuchaniu ich muzyki i zatapianiu się w marzeniach, trafienie na to forum, wszystko, po prostu wszystko. Do tego dochodzi wspaniały koncert w Polsce, którego może nie przeżyłam tak, jak chciałabym to zrobić teraz, ale jednak przeżyłam, miałam okazję tam być i cieszę się, że jej nie zmarnowałam, bo bez względu na wszystko był to najpiękniejszy dzień w moim życiu, nikt nie odbierze mi tych cudownych wspomnień. I w tym momencie chciałabym wytulać każdą osobę, której nie udało się tam być, bardzo, bardzo mi przykro, ale pamiętajcie, że warto mieć marzenia. Bo pomimo wszystkiego, ja swoich nie porzucę, może patrzę na nie teraz bardziej trzeźwo, ale nadal będę je mieć. Bo w głębi duszy, gdzieś bardzo głęboko mam nadzieję, że kiedyś uda mi się spotkać chłopców. A wtedy podziękuję im za wszystko, co dla mnie zrobili.
Nigdy nie przestanę ich słuchać, nigdy o nich nie zapomnę, jestem tego pewna. Jestem też pewna, że na 100% jeszcze o nich usłyszymy, jeśli nie o reaktywacji <na którą też w głębi duszy mam taką malutką nadzieję>, to o solowych projektach, mówię Wam :)

Chciałabym podziękować przy okazji całemu MCRmy, szczególnie temu forum, bo zarejestrowanie się tu było jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Spędziłam tu mnóstwo fajnych chwil, pff, mam nadzieję, że nadal będę spędzać. Bo to chyba nie jest koniec naszej armii, prawda? :)
Dziękuję Wam kochani, jesteście najlepsi!

I oczywiście, dziękuję My Chemical Romance. Za dosłownie wszystko.
Dziękuję, dziękuję, dziękuję.



Don't cry because it's over. Smile because it happened :)
Avatar użytkownika
Bulletproof Zombie
 
Posty: 124
Dołączył(a): 17 sie 2011, o 10:20
Lokalizacja: Warszawa

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Pidżam » 26 mar 2013, o 14:32

Gerard pięknie to napisał. Na coś takiego czekałam.
Chemiczni przez długi czas byli dla mnie wszystkim, wraz z ludźmi z MCRmy zmienili moje poglądy, dali mi ambicje. Nigdy o nich nie zapomnę. Odeszli z klasą, godnie. To jest piękne.
Chcę również podziękować Wam wszystkim. Jesteście grupą wartościowych, kreatywnych i szalonych ludzi. W pewien sposób również ukształtowaliście mój charakter, wywoływaliście uśmiech na mojej twarzy. W trudnym czasie czytałam Wasze posty i widziałam, że czujecie to samo. Niesamowicie mi to pomogło uporać się z żalem i smutkiem. <ściska mocno całe forum>
Avatar użytkownika
Pidżam
 
Posty: 179
Dołączył(a): 7 lut 2012, o 07:35
Lokalizacja: Siedlce

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez indilwen » 26 mar 2013, o 15:42

@Bulletproof Zombie Mam dokładnie tak samo.

Jakoś się pozbierałam. Nie wiem, do końca, czy to jest pozbieranie się, czy po prostu to jeszcze nie do końca do mnie dotarło... Nie ważne, w każdym razie już czuję się lepiej. Tak jakby.

Chciałam podziękować, za to, iż pomimo tego, że mój staż słuchania MCR nie jest długi, to zdążyłam się w nich zakochać. Tak na prawdę zakochać (jak tu się nie zakochać w kimś, to cię usypia, budzi i towarzyszy w każdej chwili życia, nawet w tych najtrudniejszych?). Jeszcze nigdy, z żadnym wykonawcą, zespołem, a nawet pojedynczą piosenką nie przeżyłam takiej przygody. To My Chem wprowadziło mnie w świat rocka. Dziękuję im za to. Za to, ze towarzyszyli mi w każdej chwili życia, pomagali, chociaż o tym nie wiedzieli.Za inspirację (zaczęłam grać na gitarze, śpiewać, pisać teksty i rysować). No matter, już im dziękowałam w poprzednim poście, nie będę zaśmiecała.

Chciałam za to podzielić się czymś cholernie smutnym... Otóż przejęta żalem po stracie mojego ukochanego zespołu udałam się z przyjaciółką do naszego miejscowego, chyba najlepszego w mieście (przynajmniej najpopularniejszego, bo innych nie znam) sklepu muzycznego po płyty, lub cokolwiek z MCR. Weszłyśmy do sklepu, rozejrzałam się. Zbiór płyt, nawet zacny : Nirvana, Green Day, Limp Bizkit... i inne. Oczywiście, obok tych jakże interesujących wydań, widniały krążki Jastina Biebera, 1D, Rihanny i innych, popowych utworów. No cóż - zwykły sklep muzyczny. Zapytałam (ja, bo oczywiście moja przyjaciółka się bała) dosyć przyjemnego z wyglądu, ok. 50, siwiejącego już pana w okularach, czy posiada cokolwiek z zespołu My Chemical Romance. On popatrzył na mnie nieco zdziwiony, zapewne myśląc, że jestem na tyle niedorozwinięta, iż nie umiem powiedzieć, "Dżastin Biber", a zamiast tego z moich ust wydobywają się dźwięki "maj kemikal romans" i poprosił, żebym powtórzyła. Ja, myśląc, że pewnie moja intonacja i akcent są złe powtórzyłam, głośniej i bardziej się postarałam. Włączyła się moja przyjaciółka. Facet zrobił dziwą minę i zapytał, jaki to zespół. My na to, że rockowy. On w dziwny sposób wytrzeszczył oczy, po czym nieco zdziwiony powiedział, że NIGDY nie słyszał o takim zespole. Myślałam, że się na niego rzucę i zacznę mu śpiewać chociażby 'NaNaNa', które powinien kojarzyć. Stwierdziłam, że nie będę robić z siebie psychopatki i po prostu powiedziałam tradycyjnie "aha, dziękuję, do widzenia" i wyszłam. Zrobiło mi się okropnie smutno. Że taki wspaniały zespół, jakim jest My Chem nie jest znany osobie, która powinna się znać na muzyce... Dlaczego tu o tym napisałam? Żeby pokazać, ze coś, co dla większości (jak sądzę) z nas jest naprawdę dużym kawałem serducha, dla kogoś jest niczym. Ot, kolejnym zespolikiem, który kiedyśtam przez kogośtam, gdzieśtam został założony. I wiecie, co wtedy do mnie doszło? Że MCR nie jest mi tak na prawdę do niczego potrzebne... Tak, wiem, to brzmi okropnie... Chciałam po prostu powiedzieć, że poradzę sobie bez nich. Że byli dla mnie jak kule, które ma się po złamaniu nogi i które pozwalają się poruszać. Kiedyś trzeba je odstawić, bo nie są potrzebne, gdy noga się zrośnie. MCR pomogło mi 'wyleczyć' siebie, popatrzeć na sprawy inaczej. Pomogli mi się rozwinąć... Teraz po liście Gerarda i po tym zdarzeniu w sklepie wiem to na pewno: My Chemical Romance dodało mi skrzydeł, a gdy odeszli, wcale mi ich nie zabrali. Dali mi narzędzia, pokazali drogę. I zostawili kawałek siebie. Jest mi smutno i pewnie już zawsze będzie.

Czuję się jak ptaszek, z listu Gerarda. Wpadłam do jego mieszkania, on mnie złapał, i wypuścił. Powiedział "Leć, ja już do niczego nie jestem Ci potrzebny. Teraz musisz radzić sobie sama. Wierzę w Ciebie. Wierzę, że dzięki mnie znajdziesz właściwą drogę. Już nic więcej nie jestem w stanie dla Ciebie zrobić. Nie potrafię... Ale proszę, pamiętaj o mnie, starałem się zrobić dla Ciebie wszystko co mogłem. Teraz już po prostu nie potrafię."

Prawię płaczę, pisząc to.

Dziękuję Gerard, Frank, Ray i Mikey.

PS. Ostatnio wpadłam z moją przyjaciółką na pomysł. Może zrobilibyśmy taki pożegnalny prezent dla My Chemical Romance? Filmik, zdjęcie, albo cokolwiek innego. Czekam na Wasze zdanie na ten temat.;)
'So long and good night'
Avatar użytkownika
indilwen
 
Posty: 7
Dołączył(a): 28 lut 2013, o 16:02

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Aileen » 26 mar 2013, o 16:04

Zabieram się do napisania czegoś pod tym tematem, odkąd tylko powstał. Przez głowę cały czas przelatywały mi kolejne zdania których chciałabym tu użyć, a które mogłyby oddać to co czuje od soboty. Zwlekałam dość długo, bo od początku miałam obraz całej sytuacji pisania tego; wiedziałam jaka ma wtedy lecieć piosenka, wiedziałam gdzie mam siedzieć i kto ma wtedy przy mnie być. Chciałam spełnić wszystkie warunki które sobie postawiłam i tak oto, dzisiaj mogę siąść spokojnie i wyrzucić z siebie wszystko to co od soboty się we mnie kumuluje. Z głośników dochodzi muzyka "The kids from yesterday" live, ja siedzę wygodnie w swoim mieszkaniu, i mam pewność że przez najbliższych kilkanaście godzin nikt mi nie będzie przeszkadzać. Pamiętam dobrze moment w którym przeczytałam informacje, że MyChem kończy działalność. Choć może całą sytuacja to za dużo powiedziane; ale mina mojego brata gdy spojrzał na mnie mówiła sama za siebie. Byłam w szoku, totalnym szoku. Na tyle dużym że przez pierwszych kilka chwil nie potrafiłam odpowiedzieć na pytanie co mi właściwie jest; gapiłam się jedynie na ekran, otwarte ze zdziwienia usta zasłoniłam ręką i próbowałam się nie rozpłakać na oczach rodzeństwa. Udało się. Wiedziałam że w końcu przyjdzie czas na łzy, ale to nie była ta pora. Nie mam w zwyczaju płakać na widoku. Zacisnęłam zęby, rzuciłam krótko że mój zespół się rozpadł i miałam spokój . Nikogo to jakoś specjalnie nie ruszyło, bo cóż w tym dziwnego? Nie oni pierwsi, nie ostatni. Tylko że dla mnie to było Coś. Nie tyle dziwne, nie tyle zaskakujące, co hm... nawet nie zasmucające. Ale było. Małe, niezidentyfikowane uczucie, rozchodziło się po moim ciele, a ja nie potrafiłam dokładnie określić o co właściwie chodzi. Do końca dnia czułam się jakbym była pijana; musiałam kontrolować każdy mój ruch, nad każdym słowem zastanawiałam się dwa razy nim je wypowiedziałam. Musiałam się bardzo pilnować by zachować pozory normalności. Tak udało mi się przetrwać weekend, a wychodząc w poniedziałek na uczelnie, czułam się prawie normalnie. Przeszkadzało mi tylko dziwne uczucie niekompletności, którego doświadczałam zwłaszcza mając słuchawki w uszach; fizycznie czułam wtedy że jest mnie jakby mniej, że czegoś w tym całym moim ciele brakuje. Nie starałam się walczyć z tym uczuciem, pozwalałam (i wciąż pozwalam) mu we mnie siedzieć, bo wiem że to nic nie da, a z czasem samo przejdzie. Tak oto dotrwałam do tego momentu w którym teraz właśnie jestem. Siedzę sama, wręcz samotna w mieszkaniu, słyszę tylko delikatną prace laptopa, z głośników nie leci już żadna piosenka, a ja wycierając zaczerwienione oczy uwalniam za pomocą słów to wszystko co kumulowało się przez tych kilka dni, co ciągle siedziało gdzieś z tyłu głowy i nie dawało o sobie zapomnieć. Jeszcze chwile nim siadłam do pisania przeczytałam list Gerarda; to też była jedna z okoliczności jaką musiałam spełnić żeby w ogóle móc zacząć. Czytany drugi raz, bez pośpiechu, w skupieniu jest zupełnie inny. Pomaga uwolnić emocje, nawet gdy myślisz że uda ci się je powstrzymać, sprawia też że na twoje usta wraca uśmiech, a na koniec nie masz żalu o nic. Zaczynasz rozumieć że to najlepszy moment, że trudniej o lepsze zakończenie. 4 facetów odmieniło swój los, przeszli drogę od śmierci do życia. Pozwolili nam towarzyszyć im w całym tym procesie, i pokazali, że cokolwiek by się nie działo, jak bardzo nie byłoby źle, wszystko da się zamienić na lepsze. I za to już zawsze będę im wdzięczna. Nieważne gdzie, nieważne jak, nieważne za jak długo; KIlljoysem pozostaniesz do końca, bo to nie tylko nazwa dla jakiegoś tam fana, to styl życia. To chęć do bycia lepszym, do ciągłego dążenia do celu, nieprzejmowania się tym co mówią inni, robienia wszystkiego po swojemu. Do przeżycia swojego życia na swój sposób. I to właśnie zawdzięczam MCR. Siłę do przetrwania, do pokonywania kolejnych przeszkód, do uczynienia mojego życia takim jakim chce żeby było. Aż wreszcie siłę do życia. I za to chciałabym podziękować im, wszystkim razem i każdemu z osobna. Za uczynienie mnie taką jaką jestem, a jaką bez nich nigdy bym nie potrafiła się stać.

You`re stron enough to do it without me
Aileen
 

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Magma » 26 mar 2013, o 16:08

indilwen napisał(a):Czuję się jak ptaszek, z listu Gerarda. Wpadłam do jego mieszkania, on mnie złapał, i wypuścił. Powiedział "Leć, ja już do niczego nie jestem Ci potrzebny. Teraz musisz radzić sobie sama. Wierzę w Ciebie. Wierzę, że dzięki mnie znajdziesz właściwą drogę. Już nic więcej nie jestem w stanie dla Ciebie zrobić. Nie potrafię... Ale proszę, pamiętaj o mnie, starałem się zrobić dla Ciebie wszystko co mogłem. Teraz już po prostu nie potrafię."


Jak to jest pięknie ujęte! Ja niestety nie chcę odłożyć tych kul, jestem dość uparta. Popłakałam się dzisiaj w szkole, bo pani od matematyki powiedziała, że żółty to kolor nadzieji. To ja od razu wyobraziłam sobie Gerarda jako Party Poison i ten żółty napis... I tak samo poszło. Już jest lepiej, ale tak samo jak moja koleżanka sądzę, że jeszcze wrócą. Nie mogę tego z niczego wywnioskować (te drzwi jednak nadal są dość podejrzane, ale pewnie chodzi o kariery solowe), ale i tak wierzę. :->

Co do tego, że ten Pan nie znał MCR- często tak bywa. Ja póki ich piosenka nie była w The Sims 3 nawet o nich nie słyszałam. W Polsce nie są zbyt popularni i powinniśmy się z tego cieszyć :-) Tutaj proponuję przenieść dyskusję jeżeli o popularność chodzi, żeby nie robić off-topcia ;-)
Ostatnio edytowano 26 mar 2013, o 17:55 przez Magma, łącznie edytowano 1 raz
Every girl's dream is to have a guy call her at 3 am jus to say, "hey baby, I just wanted to tell you chceck the fucking website THEY'RE BACK."
Avatar użytkownika
Magma
 
Posty: 129
Dołączył(a): 3 sty 2013, o 15:42
Lokalizacja: Kalisz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez tucha_killjoy » 26 mar 2013, o 16:41

Magma napisał(a):
indilwen napisał(a):Czuję się jak ptaszek, z listu Gerarda. Wpadłam do jego mieszkania, on mnie złapał, i wypuścił. Powiedział "Leć, ja już do niczego nie jestem Ci potrzebny. Teraz musisz radzić sobie sama. Wierzę w Ciebie. Wierzę, że dzięki mnie znajdziesz właściwą drogę. Już nic więcej nie jestem w stanie dla Ciebie zrobić. Nie potrafię... Ale proszę, pamiętaj o mnie, starałem się zrobić dla Ciebie wszystko co mogłem. Teraz już po prostu nie potrafię."


Jak to jest pięknie ujęte! Ja niestety nie chcę odłożyć tych kul, jestem dość uparta.


Zuza (indilwen) nie wiedziałam, że potrafisz to tak pięknie ując. <3

"Magma" jeżeli chodzi o odłożenie tych kul mam tak samo.

My Chem zasługuje na naszą pamięć, a siwy pan z naszego "wypasionego" muzycznego nie musi ich znać, nie skupi się na sprzedaży płyt Justina Biebera i innych. Ale niech wie, że cholernie dużo traci. I nie chodzi tu o samą muzykę, ale również o przekaz jaki płynie z tekstów. <3
`Because it is not a band-
it is an idea.`
Avatar użytkownika
tucha_killjoy
 
Posty: 4
Dołączył(a): 4 mar 2013, o 15:07

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez AnomaliaKnight » 26 mar 2013, o 17:32

Właśnie przeczytałam list Gerarda i co tu dużo mówić zakręciła się w oku łezka. Jedna z pięknych przygód mojego życia właśnie się zakończyła. Niestety mało kogo z ludzi mi bliskich to obchodzi, może też dlatego to tak boli. Jedno co jakoś mnie pociesza jest myśl że nie jestem w tym jednak sama. Wchodzę na to forum i czytam wypowiedzi ludzi którzy dzielili i będą dzielić ze mną miłość do MCR i chociaż się nie znamy to jednak jesteśmy wielką muzyczną rodziną i wszystkich nas to boli. Podobała mi się wypowiedź ChemicalShadow i zgadzam się, prawdziwa miłość nie umiera. Jak teraz o tym myśle na spokojnie to nie ważne co mówią znajomi i rodzina bo mnie ta muzyka otworzyła na życie i wiele w tym życiu zmieniłam na lepsze. Za to będę MCR wdzięczna już zawsze i na zawsze mają w moim miejscu zarezerwowane specjalne miejsce. Mam nadzieje że po wielu latach będę mogła załączyć którąś z ich płyt i z łezką w oku przypomnieć sobie że ten zespół, My Chemical Romance, zmienił moje życie. Dziękuje MCR. Pozdrawiam wszystkich gorąco trzymajcie się.
Avatar użytkownika
AnomaliaKnight
 
Posty: 25
Dołączył(a): 29 gru 2010, o 15:24

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez VictimBlood » 26 mar 2013, o 19:28

ja jestem osobą która nienawidzi płaczu lecz pare łez uroniłam. nie myslcie sobie, że nie kochałam tego zespołu- był całym moim światem. można by powiedzieć że byłam w swoim świecie a tym światem jest MCR. nigdy nie byłam terroryzowana w szkole czy coś takiego, MCR nie uratowało mojego życia,ale przerwało monotonię i poczułam że jestem cześcią czegoś wielkiego - najlepsze określenie to armia. przyznaję mam 14 lat słucham ich od roku i pewnie waszym zdaniem nie liczę w porównaniu do ludzi którzy słuchają ich 5-7, 8 lat i więcej.ale MCR jest jedną z najważniejszych rzeczy w moim życiu. jesy, ponieważ mimo że zakończyłi działalność nadal kocham ich mocniej i mocniej każdego dnia. jedyne czego żałuję jest to że nie odkryłam ich świetniej muzyki wcześniej. mimo to czuję sie oszukana (tak to najlepsze określenie) ponieważ oni mieli już 6 piosenek z nowej płyty! okej to wszystko co miałam do powiedzenia
VictimBlood
 

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez J.Way » 26 mar 2013, o 19:43

Aileen, Bulletproof Zombie - nie wiem, jak to robicie, ale piszecie w większości to, co ja chciałam napisać. Czuję się w części podobnie do was.
Najgorsze jest wtedy, kiedy myślę sobie o czymś, to coś skojarzy mi się z MCR. Wtedy sobie coś pomyślę, taka radosna, o MCR, a po chwili - boom! Przecież MCR skończyło działalność. Dopada mnie wtedy takie straszne uczucie... Ech.
"‘Cause if you stay I would even wait all night... Well, or until my heart explodes"
Avatar użytkownika
J.Way
 
Posty: 69
Dołączył(a): 16 lut 2012, o 17:36
Lokalizacja: Jarocin c:

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez fucking.gloom » 27 mar 2013, o 15:07

Tak mi jakos podswiadomie jest nadal smutno... cholera!
wiem, o czy mowisz J.Way sama czesto mam takie uczucie, ale jako fani jestesmy podobni do siebie, bo przeciez jestesmy MCRmy Family, czy zespol isitnieje, czy nie, ja nadal sie bede za taka uwazac : >

Mam nadzieje, ze forum bedzie nadal istnialo, bo ostatnio pomyslalam sobie, ze zaloguje sie jeszcze gdzies indziej, no to wchodze, rejestracja i te sprawy, pisze z tymi osobami a po chwili tak sobie mysle ' nie, nie, ja wcale tutaj nie pasuje! '
'

Moze to badzo dziwnie zabrzmiec, ale mam wrazenie, ze z nikim innym sie tak dobrze nie dogaduje, jak z ludzmi z tego forum...
2001 - forever...
Avatar użytkownika
fucking.gloom
 
Posty: 49
Dołączył(a): 17 sty 2013, o 13:59
Lokalizacja: Zielona Gora

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez ChemicalShadow » 27 mar 2013, o 20:29

Próbuję coś jeszcze tu napisać, ale ciągle mi nie wychodzi. Kolejny dzień i dalej czuję ogromną pustkę, jednak chyba do mnie jeszcze to wszystko nie dotarło... Rozum odrzuca tą wiadomość, ale serce wie, że to prawda. Najprawdopodobniej na tym forum to ja najkrócej słucham Chemicznych, nigdy nie nazwałam siebie samej fanką - czuję się jeszcze niegodna tego miana. Jednak pokochałam ich strasznie, i dlatego to tak boli. Oni byli moim sposobem na przetrwanie, to dzięki nim zaczęłam walczyć ze swoimi cieniami. Chyba najbardziej w tym wszystkim przeraża mnie słowo "nigdy". Wiem, nie jest przesądzone, zawsze może się coś im odmienić i wrócą do grania, ale mam przeświadczenie, że My Chemical Romance nie wróci. Nigdy. I właśnie to słowo sprawia, że zaczynam się nie kontrolować. Unikam go jak ognia, czuję, że jest dla mnie niebezpieczne. Mam cały czas ich w sercu, ale nie wiem, kiedy pogodzę się z tym, że pewnie nigdy nie zobaczę ich na żywo i nie przeżyję tak cudownych chwil jak część forumowiczów. Mam wrażenie, że pisząc o swoim bólu tylko rozdrapuję rany, ale co tam. Wiem, że z czasem sobie z tym poradzę, chociaż nie uważam, że czas leczy rany - jedynie sprawia, że wspomnienia są mniej wyraźne... Zachowuję się totalnie irracjonalnie. Jednak dzięki MCR zrozumiałam też, jak bardzo różnię się od innych ludzi - już wcześniej wiedziałam, że jestem inna, ale chłopaki sprawili, że nie chcę się dopasować, tylko zachować siebie i swoją odmienność. Nigdy nie zapomnę tego, jak mnie ukształtowali. Dziękuję, MCR.

Mam jeszcze jedno pytanie - My Chemical Romance formalnie nie istnieje, więc co stanie się teraz z tą stroną?
Dziękuję za wszystko.
Avatar użytkownika
ChemicalShadow
 
Posty: 79
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:54
Lokalizacja: Lubelskie

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez J.Way » 27 mar 2013, o 20:36

fucking.gloom, ChemicalShadow, strona chyba nie zniknie, a przynajmniej tak sądzę, biorąc pod uwagę wypowiedź Sharp: "W każdym bądź razie, nasza strona nie zniknie, więc będziecie mieli gdzie szukać informacji :)". ;>
"‘Cause if you stay I would even wait all night... Well, or until my heart explodes"
Avatar użytkownika
J.Way
 
Posty: 69
Dołączył(a): 16 lut 2012, o 17:36
Lokalizacja: Jarocin c:

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Dr.Ienzo » 28 mar 2013, o 00:34

Strona zostanie, wszystko będzie z nią po staremu tak naprawdę. Włożyliśmy w nią sporo pracy i szkoda, żeby wszystkie tłumaczenia, informacje itp. od tak wyrzucić. Prawdopodobnie będziemy pisać newsy o solowych projektach członków MCR, ewentualnie dodawać jakieś tłumaczenia starych wywiadów itp.
Forum tak samo - tak długo jak będą zainteresowani, tak długo to wszystko będzie się kręcić.
ObrazekPraise our Lord and Saviour, the Holy Helix Fossil!Obrazek
Avatar użytkownika
Dr.Ienzo
Administrator
 
Posty: 571
Dołączył(a): 12 paź 2008, o 14:21
Lokalizacja: Łódź

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Black-parade » 1 kwi 2013, o 20:47

Hmm cóż pomimo tego ze to wydarzenie miało miejsce ponad tydzień temu planuje sie dołączyć :( MCR było i jest dla mnie wszystkim . Co prawda nie słucham ich nawet rok lecz 7 miesięcy . Ale przez te 7 mies. stwierdziłem ze jest to jednak mój ulubiony zespół . Pamietam gdy dostałam ich płytę pomyślałam hmm, moze posłuchaj , moze będzie fajne . Tak było fajne . Skoro aktualnie mam i ponad 3300 odtworzen . Ale to nie ma znaczenia ważne jest to czy czujesz ta muzykę . Tak a ja to czułam . Każdego dnia zaglebialam sie w ich historie , czytałam o nich wszystkie wiadomości , uczyłam sie na pamięć ich piosenkę , obejrzałam LOTMS , obejrzałam TBPID , codziennie wchodzilam na ta stronę i z radością czytałam każda nowa informacje . Tak poczułam ze są częścią mojego życia . Właściwie to ich muzyka zmieniła mój pogląd patrzenia na swiat . Dzięki nim zaczęłam sobie bardziej radzić w życiu min. Dzięki piosence famous last words. Codziennie meczylam rodzine i znajomych ich piosenkami . A tym największym marzeniem było oczywiście pojechać na ich koncert ( ach jak żałuje ze byłam na Orange WArsaw ) . A teraz po tym co sie stało poczułam jakby jakaś moja cześć nagle przestała istnieć . Tak w sobotę rano był płacz , były łzy i słuchanie ich piosenkę przez cały dzień , ale w końcu musiałam sie z tym pogodzić . Tak wiedziałam ze sie kiedyś rozpadna ale nie myślałam Ze tak szybko . Cóż jest mi bardzo przykro ale jednak ich muzyka pozostanie w moim sercu . Tak wciąż jest smutno i starsznie sie czuje :((((((

Nie wiem po co to pisałam ale musiałam sie z kimś tym podzielić . Z moja "chemiczna rodzina " ;-)

Proszę, nie rób spacji przed znakami - Antalia
I'm not afraid to keep on living
Black-parade
 
Posty: 22
Dołączył(a): 1 kwi 2013, o 20:33

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Joker » 5 kwi 2013, o 14:59

W końcu piszę tutaj, bo musiałam mieć czas, aby wszystko jakoś ułożyć.

Gdy dowiedziałam się o końcu My Chemical Romance to w pierwszym momencie spłynęło to po mnie jak po kaczce - ot, zespół się skończył. Tliła się we mnie jakaś mikra nadzieja, że może to nie jest ostateczne słowo, że robią sobie dzikie żarty i wrócą. Czytając wszystkie teorie spiskowe o powrocie oraz domysły śmiałam się, wydawało mi się to takie zabawne; no, logika, przecież wrócą skoro wytwórnia to, śmo i owo. Wierzyłam w to tak bardzo, że przez dzień nabijałam się z tej wiadomości na ich oficjalnej stronie. Wieczorem też nie słuchałam MCR, odepchnęłam ich, bo bałam się, co zrobię, gdy usłyszę ich muzykę. W niedzielę było mi wszystko jedno, chodziłam bez celu, nie myślałam, było ciężko. W nocy w końcu włączyłam pierwszą piosenkę i się rozryczałam. Wtedy zdałam sobie sprawę ile ten zespół dla mnie znaczy, jak emocjonalnie podchodziłam do każdej ich piosenki, słowa. Brałam sobie do serca teksty, które próbowałam rozumieć jak najlepiej i starałam się wyciągać z nich słuszne lekcje oraz rady. Okazało się, że podstawową rzeczą, którą mnie nauczyli była wiara w siebie, a także to, że można spełniać swoje marzenia mimo przeciwności losu. Niby takie banały, o których słyszałam już wcześniej, ale to dzięki ich muzyce dotarło do mnie jak ważne są te sprawy. To nie był jakiś tam wykonawca, którego lubiłam słuchać - członków My Chemical Romance zaczęłam traktować jak rodzinę, nawet o tym nie wiedząc.

Szczerze to teraz patrzę na to trochę inaczej niż na samym początku. Wcześniej bardziej ubolewałam nad rozpadem i brakiem nowej płyty, na którą dali nam nadzieję. Kiedy doszłam do głębszych wniosków, że MCR było dla mnie rodziną, cieszę się, że podjęli taką decyzję. Wolę, aby rozeszli się w swoje strony, niż tworzyli bez pasji oraz radości. Jedynie mnie dręczy to jak układa im się ich przyjaźń, bo o to martwię się najbardziej. Mam nadzieję, że dzięki końcowi zespołu otworzą im się nowe drzwi - przepustka do jaśniejszego życia, w którym mają czas dla rodziny oraz bliskich.

Co do samego końca MCR - jak tylko przeczytałam wpis Franka o CW już wiedziałam, że coś jest nie tak. Odpychałam co prawda tę myśl, jednak wykrakałam. Żałuję też, że dostaliśmy złudną nadzieję o nowej płycie - to mnie też bardzo irytuje, bo zrobili szum o nic. :-/ Przy okazji smutno mi, że zarejestrowałam się na forum dopiero teraz, mogłam zrobić to wcześniej. A także jestem wściekła, bo liczyłam na trasę koncertową i że będę na ich koncercie - egoistyczne, ale takie to moje marzenie było.

Mam nadzieję, że o nich nigdy nie zapomnę. Kocham Was, chłopaki. <3
Avatar użytkownika
Joker
 
Posty: 14
Dołączył(a): 3 kwi 2013, o 16:38

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez DemolitionLover » 7 kwi 2013, o 11:48

My Chemical Romance było dla mnie czymś pięknym. Było czymś co odgraniczało szarą rzeczywistość z pięknem. Pięknem muzyki. Ale to nie tylko muzyka, to też zespół. Zespół dopełniał to jak bardzo ich lubiłam, kochałam, zamykał krąg. Krąg czegoś pięknego. Krąg emocji, czegoś niezwykłego. To była niesamowita przygoda. I jest. Ich muzyka zostanie na zawsze w moim sercu. Będzie grała do końca w mojej duszy. Dla mnie są nieśmiertelni i tak pozostanie. Kilka słów o smutku jaki teraz czuję, nie wyrażają tego jak na prawdę jest. To jest koszmarne uczucie, jakby ktoś wyrwał część mnie. Nie ma tego. Przy liście G popłakałam się, i chyba trudno się dziwić, jest bardzo smutny. Pięknie to ujął. Po takim długim czasie, i tak nie mogę uwierzyć w to, to się stało tak szybko... Po przeczytaniu tej krótkiej informacji, myślałam, że to jakieś żarty. Krótko, bez wyjaśnienia, dlaczego. Lecz G napisał swój list i wtedy już wiedziałam, to jest prawda. Całymi dniami chodziłam, myślałam o tym wszystkim. To 2 lata z nimi, zmieniły moje podejście do wszystkiego. Najważniejsze, że do życia. Kiedyś nie myślałam o przyszłości, o tym, co będzie później, myślałam o przeszłości. Byłam zła na siebie, za coś co się wydarzyło, lecz MCR pokazało mi jak można żyć z tym, radzić sobie w trudnych sytuacjach. Przez MCR poznałam wielu ciekawych ludzi. Najwięcej z tego forum. To rodzina, która będzie istnieć, czy MCR grają, czy nie. Przejdą przez największy ogień, radząc sobie i pomagając nawzajem. MCRmy, dziękuję wam. Za wszystko, że byliście, ze jesteście, jedno wielkie dziękuję.
Avatar użytkownika
DemolitionLover
 
Posty: 11
Dołączył(a): 8 maja 2012, o 14:17
Lokalizacja: Jarocin

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez ChemicalShadow » 12 kwi 2013, o 21:00

Dziś mijają trzy tygodnie. A ja nadal nic nie czuję. Chodzę, oddycham, funkcjonuję i nie dopuszczam do siebie myśli, że to koniec. Wciąż to do mnie nie doszło. To dziwne, zwłaszcza, że minęło już trochę czasu... Mam wrażenie, jakby to nigdy się nie zdarzyło. Ale sen też kiedyś musi się urwać i boję się chwili, w której zdam sobie sprawę, że MCR już nie istnieje. W każdym razie jestem im ogromnie wdzięczna. Za wszystko. Nigdy ich nie zapomnę.
Dziękuję za wszystko.
Avatar użytkownika
ChemicalShadow
 
Posty: 79
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:54
Lokalizacja: Lubelskie

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Magma » 14 kwi 2013, o 19:15

Istnieję teorie, że Gee i Frank się pokłócili... Szczerze powiem, że w to wierzę, ale jedna sprawa mi się nie zgadza... A dokładniej to, że Frank na trasę wybrał się z MSI, gdzie gra Lindsey, a chyba wiemy, co ona robi jak ktoś "zagraża" jej rodzinie... Chyba, że chce pogodzić chłopaków. 8-) Wierzę, że się pokłócili i się pogodzą, a później wrócą. Bo tak właściwie to by wyjaśniało dlaczego były pogłoski o MCR5. Ale z drugiej strony przecież mówili, że DD to ostatni album. Ale przecież to widać, że miedzy Frankim a Gerardem coś jest nie tak... W końcu nie złożył mu życzeń urodzinowych. Chyba, że zrobił to osobiście lub po prostu zadzwonił, albo wysłał meila. :roll:

EDIT: https://lh3.googleusercontent.com/-p7kZ ... 3/AFDP.jpg :shock: Nie wierzę w to za bardzo... Właśnie zauważyłam, że G to zdemasakrował...
Ostatnio edytowano 14 kwi 2013, o 19:54 przez Magma, łącznie edytowano 1 raz
Every girl's dream is to have a guy call her at 3 am jus to say, "hey baby, I just wanted to tell you chceck the fucking website THEY'RE BACK."
Avatar użytkownika
Magma
 
Posty: 129
Dołączył(a): 3 sty 2013, o 15:42
Lokalizacja: Kalisz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Pumpkin_Pie » 14 kwi 2013, o 19:39

Magma, gdzie była mowa, że DD to ostatni album? Może chodziły takie pogłoski po fandomie, ale żaden z chłopaków tak nie powiedział. Chyba, ktoś mnie może poprawić jeśli się mylę.
A co do MCR5, to nie były pogłoski, oni się przecież jasno wypowiadali, że ten album jest w fazie tworzenia :))) Niejednokrotnie o nim wspominano, to w jakichś wywiadach, to w Kerrangu. To jest właśnie jeden niepasujący do całości element, jak dla mnie.
"Fuck everyone who hates you,
a smile is the best revenge."
-Gerard Way-
Avatar użytkownika
Pumpkin_Pie
 
Posty: 78
Dołączył(a): 9 paź 2012, o 11:21
Lokalizacja: okolice Białegostoku

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Magma » 14 kwi 2013, o 19:53

Pumpkin_Pie napisał(a):Magma, gdzie była mowa, że DD to ostatni album? Może chodziły takie pogłoski po fandomie, ale żaden z chłopaków tak nie powiedział.

Ja tam sama nie wiem jak to było, bo mnie wtedy nie było. Kto tam wie...

Pumpkin_Pie napisał(a):A co do MCR5, to nie były pogłoski, oni się przecież jasno wypowiadali, że ten album jest w fazie tworzenia :)))


Niejasno się wyraziłam :-> Coś innego miałam na myśli i coś innego napisałam. Dziękuję za poprawienie błędu.

Pumpkin_Pie napisał(a):To jest właśnie jeden niepasujący do całości element, jak dla mnie.


I właśnie dlatego, to wszystko jest takie dziwne... Jakoś ten element z tymi drzwiami kojarzy mi się z MCR5, albo czymś zupełnie innym... Gerard 1? :roll:
Every girl's dream is to have a guy call her at 3 am jus to say, "hey baby, I just wanted to tell you chceck the fucking website THEY'RE BACK."
Avatar użytkownika
Magma
 
Posty: 129
Dołączył(a): 3 sty 2013, o 15:42
Lokalizacja: Kalisz

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Lisq » 24 sie 2013, o 10:35

:(((

mam nadzieję, że kiedyś wrócą.
Avatar użytkownika
Lisq
 
Posty: 24
Dołączył(a): 15 cze 2011, o 20:49

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez Marcela » 27 sie 2013, o 19:32

moim zdaniem każdy zespół kiedyś musi zejść ze sceny... oczywiście szkoda że się rozpadli, nie będzie nowych piosenek itd ale osobiście <nie hejtować mnie> "cieszę się", że już nie grają bo to oznacza że już nie zagrają żadnego koncertu na którym i tak bym nie była. bo jak grali w Polsce czy w bliskich Polsce państwach, to nigdy nie miałam dość kasy żeby na ten koncert się wybrać.
także teraz oddycham z ulgą. nie grają koncertu= nie mam uczucia żalu że mnie tam nie ma i nie zazdroszczę innym że tam są;(((((
You are the sharp end of my pen. You are the ink under my skin. You are the ones. You are the ones.
Avatar użytkownika
Marcela
 
Posty: 7
Dołączył(a): 25 cze 2013, o 13:57
Lokalizacja: Polska

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez ChemicalShadow » 9 paź 2013, o 16:45

Marcela, wiesz, nie jest to zbyt, hm, dobre podejście. Ty nie poszłabyś na koncert, ale zawsze inni spełniliby marzenie swojego życia. Nie bądź egoistką, no. ;-)
<wiem, to był offtop, przepraszam ;-;>

Minęło dużo czasu. Bardzo dużo. I patrząc z perspektywy czasu nie czuję tego, że już ich nie ma. Przynajmniej nie jakoś szczególnie. Nadal tu są. Ich muzyka żyje w nas.
I to jest piękne.
Dziękuję za wszystko.
Avatar użytkownika
ChemicalShadow
 
Posty: 79
Dołączył(a): 23 mar 2013, o 21:54
Lokalizacja: Lubelskie

Re: Koniec My Chemical Romance

Postprzez TruskawkowaDama » 10 lut 2014, o 15:36

Trochę (bardzo) szkoda. Świetny zespół. Pierwszy zespół, który doceniałam za muzykę, a nie za wygląd.
Pozostaje się nam tylko im podziękować, za to co zrobili dla nas-fanów. Wnieśli bardzo wiele w nasze życie i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Rozstali się, ale może kiedyś znów będą razem ?? Kto wie. Przepraszam jeśli kogoś uraziłam.
TruskawkowaDama
 
Posty: 13
Dołączył(a): 27 gru 2013, o 14:03

Poprzednia stronaNastępna strona

Powrót do News

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 0 gości

cron